- Słuchaj, Węgiełek - rzekł nagle - podobasz mi się. Będę w tej okolicy - dodał, cicho wzdychając - będę jeszcze z tydzień... A jeżeli wyrzeźbisz mi dobrze napis, wezmę cię do Warszawy na jakiś czas...Tam przekonam się, co jesteś wart, i... może odnajdą się twoje warsztaty.
Chłopak pochylał głowę na prawo i na lewo, przypatrując się Wokulskiemu. Nagle przyszło mu na myśl, że musi to być bardzo bogaty pan, a może nawet z takich panów, których niekiedy Bóg zsyła, ażeby opiekowali się ludźmi biednymi, i - zdjął czapkę.
- Cóżeś stanął? Nakryj głowę... - rzekł Wokulski.
- Przepraszam pana... może ja co złego powiedziałem?... Ale u nas, panie, to tacy panowie nie bywają... Podobno bywali dawnymi czasy...Nawet ojciec nieboszczyk gadał, że sam widział takiego pana, co wziął z Zasławia sierotę i zrobił z niej wielką panią, a jegomości zostawił tyle pieniędzy, że z nich wybudowali nową dzwonnicę...
Wokulski uśmiechał się patrząc na zakłopotaną minę chłopaka i z dziwnym uczuciem myślał, że za swój jednoroczny dochód mógłby uszczęśliwić stu kiĺkudziesięciu takich jak ten oto...
"Pieniądz naprawdę jest wielką potęgą, tylko trzeba go umieć użyć..." Byli już pod górą zamkową, kiedy z sąsiedniej odezwał się głos panny Felicji:
- Panie Wokulski, my tu jesteśmy!...
Wokulski podniósł oczy i zobaczył między dębami wesoły ogień, dokoła którego siedziało zasławskie towarzystwo. O kilkanaście kroków z boku chłopak kredensowy i pokojówka nastawiali samowar.
- Niech pan zaczeka, idę do pana! - zawołała panna Izabela podnosząc się z dywanu.
Starski podskoczył do niej.
- Sprowadzę kuzynkę - rzekł.
- O, dziękuję, sama zejdę -odpowiedziała panna Izabela cofając się. Potem zaczęła iść ze stromej ściany z taką swobodą i wdziękiem, jakby to była ulica w parku.
"Podły jestem z moimi posądzeniami" - szepnął Wokulski. W tej chwili przywidziało mu się, że jakiś tajemniczy głos każe mu robić wybór między tysiącami takich jak Węgiełek, którzy potrzebują pomocy, i jedną kobietą, która schodziła tam z góry.
"Już zrobiłem wybór!..." - pomyślał Wokulski.
- Ale do zamku nie wejdę sama, musi mi pan podać rękę - rzekła panna Izabela stanąwszy przy Wokulskim.

NR: WJGXVXM WJJPYYM WQBGVYM WQXZZVM WQQBPYM