W tej chwili Wokulski wyskoczył. Jednocześnie konie lejcowe skręciły na środek drogi, dyszlowe poszły za nimi i brek silnie pochylił się na lewo. Wokulski podparł go, konie, ściągnięte przez stangreta, stanęły.
- Czy nie mówiłam, że ten potwór wywróci nas! - zawołała wdowa. - Cóż to znowu, panie Starski?...
Wokulski spojrzał na brek i w ciągu jednej chwili zobaczył taką scenę: panna Felicja pokładała się ze śmiechu, Starski upadł twarzą na kolana pięknej wdówki, baron tarmosił za kark stangreta, a jego narzeczona, blada z trwogi, jedną ręką chwyciła za pręt kozła, drugą wpiła w ramię Starskiego.
Mgnienie oka -brek wyprostował się i wszystko wróciło do porządku. Tylko panna Felicja zaniosła się od śmiechu.
- Nie rozumiem, Felu, jak można śmiać się w takiej chwili - odezwała się narzeczona.
- Dlaczego nie mam się śmiać?... Cóż mogło stać się złego?.,. Przecież jedzie z nami pan Wokulski... - mówiła panienka. Spostrzegła się jednak i zarumieniona bardziej niż kiedykolwiek, naprzód ukryła twarz w dłonie, a potem spojrzała na Wokulskiego w sposób, który miało oznaczać, że jest bardzo obrażona.
-Co do mnie, gotów jestem zaabonować kilka podobnych wypadków - odezwał się Starski, wymownie patrząc na wdówkę.
- Pod warunkiem, że ja będę zabezpieczona od dowodów pańskiej tkliwości. Felu, usiądź na moim miejscu - odpowiedziała wdowa marszcząc się i siadając naprzeciw Wokulskiego.
- Cóż znowu, sama pani dziś powiedziała, że wdowom wszystko wolno.
- Ale wdowy nie na wszystko pozwalają. Nie, panie Starski, pan musi oduczyć się swoich japońskich zwyczajów.
- To są zwyczaje wszechświatowe - odparł Starski.
- W każdym razie nie z tej połowy świata, do której ja przywykłam - odcięła wdówka krzywiąc się i patrząc na drogę.
W breku zrobiło się cicho. Baron z zadowoleniem poruszał szpakowatymi wąsikami, a jego narzeczona posmutniała jeszcze bardziej. Panna Felicja, zająwszy miejsce wdówki obok Wokulskiego, odwróciła się do swego sąsiada prawie tyłem, od czasu do czasu rzucając mu przez ramię pogardliwe i melancholijnie spojrzenia. Ale za co? tego nie wiedział.
- Pan dobrze jeździ konno? - zapytała Wokulskiego pani Wąsowska.
- Z czego pani wnosi?