- Nie. Nawet niegłupia i niezła w gruncie rzeczy, tylko... taka jak tysiące innych z jej sfery.
- Tysiące?...
- Niestety!... - westchnął Ochocki. - Wyobraź pan sobie klasę ludzi majętnych lub zamożnych, którzy dobrze jedzą, a niewiele robią. Człowiek musi w jakiś sposób zużywać siły; więc jeżeli nie pracuje, musi wpaść w rozpustę, a przynajmniej drażnić nerwy... I do rozpusty zaś, i do drażnienia nerwów potrzebne są kobiety piękne, eleganckie, dowcipne, świetnie wychowane, a raczej wytresowane w tym właśnie kierunku... Toż to ich jedyna kariera...
- I panna Izabela zaciągnęła się w ich szeregi?...
- To jest, właściwie zaciągnęli ją... Przykro mi to mówić, ale panu mówię, ażebyś wiedział, o jaką to kobietę potknął się Wokulski...
Rozmowa urwała się - zaczął ją Ochocki pytając:
- Kiedyż on wraca?
- Wokulski?...,- odparł pan Ignacy. - Przecież wyjechał do Indyj, Chin, Ameryki...
Ochocki rzucił się na krześle.
- To niepodobna!... - zawołał. - Chociaż... - dodał po namyśle.
- Czy ma pan jakie wskazówki, że tam nie pojechał?.. - zapytał Rzecki zniżonym głosem.
- Żadnych. Tylko dziwię się nagłej decyzji... Kiedym tu był ostatnim razem, obiecał mi załatwić pewien interes... Ale...
- I niezawodnie załatwiłby go ten dawny Wokulski. Ten nowy zaś zapomniał nie tylko o pańskich interesach... Przede wszystkim o własnych...
- Że on wyjedzie - mówił Ochocki jakby do siebie - tego można było spodziewać się, ale nie podoba mi się ta nagłość. Pisał do pana?..
- Ani litery, i do nikogo - odparł stary subiekt.