- Suzina... kupca... jego przyjaciela...
- Otóż to!... Ale mniejsza; przypuśćmy, że w tym razie nie zrobił żadnego świństwa... Co to jednakże za interesa prowadził on w Paryżu, a później w Moskwie, na czym również grubo zarobił?... A godziło się to zabijać krajowy przemysł, ażeby dać osiemnaście procent dywidendy kilku arystokratom dla wkręcenia się pomiędzy nich?... A pięknie to sprzedawać całą spółkę Żydom i nareszcie uciekać zostawiając setki ludzi w nędzy lub w niepewności?... To tak robi dobry obywatel i człowiek uczciwy?... No, pijże, panie Ignacy!... - zawołał trącając jego kufel swoim. - Nasze kawalerskie!... Panie Szprot, pokaż, co umiesz... nie kompromituj się przy chorym...
- Hola!... - odezwał się doktór Szuman, który od kilku chwil stał na progu nie zdejmując kapelusza z głowy. - Hola!... A cóż to wy, moi panowie, jesteście ajentami domu pogrzebowego, że mi w taki sposób urządzacie pacjenta?... Kazimierz! - zawołał na służącego wyrzuć mi te butelki do sieni... A panów proszę, ażebyście pożegnali chorego... Szpital, choćby na jedną osobę, nie jest knajpą... To pan tak wykonywasz moje zlecenia?.. - zwrócił się do Rzeckiego.- To pan mając wadę serca będziesz mi urządzał pijatyki?... Może jeszcze zaprosicie sobie dziewczęta?... Dobrej nocy panom... - rzekł do radcy i Szprota - a na drugi raz nie otwierajcie mi tu piwiarni, bo was zaskarżę o zabójstwo...
Panowie radca Węgrowicz i ajent Szprot wynieśli się tak szybko, że gdyby nic gęsty dym ich cygar, można by myśleć, że nikogo nie było w pokoju.
- Otwórz okno!... - mówił doktór do służącego. - Oj, to! To!... dodał patrząc ironicznie na Rzeckiego. - Twarz w płomieniach, oczy szkliste, pulsa biją tak, że słychać na ulicy...
- Słyszałeś pan, co on mówił o Stachu?.. - spytał Rzecki.
- Ma rację - odparł Szuman. - Całe miasto mówi to samo, chociaż myli się tytułując Wokulskiego bankrutem, bo on jest tylko półgłówkiem z tego typu, który ja nazywam polskimi romantykami.
Rzecki patrzył na niego prawie wylękniony.
- Nie patrz pan tak na mnie - ciągnął spokojnym głosem Szuman - raczej zastanów się, czy nie mam racji. Wszakże ten człowiek ani razu w życiu nie działał przytomnie... Kiedy był subiektem, myślał o wynalazkach i o uniwersytecie; kiedy wszedł do uniwersytetu, zaczął bawić się polityką. Później, zamiast robić pieniądze, został uczonym i wrócił tu tak goły, że gdyby nie Minclowa, umarłby z głodu... Nareszcie zaczął robić majątek, ale nie jako kupiec, tylko jako wielbiciel panny, która od wielu lat ma ustaloną reputację kokietki. Nie koniec na tym, już bowiem mając w ręku i pannę, i majątek, rzucił oboje, a dzisiaj on robi i gdzie jest?... Powiedz pan, jeżeliś mądry?... Półgłówek, skończony półgłówek! - mówił Szuman machając ręką. - Czystej krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czegoś poza rzeczywistością...
- Czy doktór powtórzy to Wokulskiemu, gdy wróci?... - spytał Rzecki.
- Sto razy mu tak mówiłem, a jeżeli teraz nie powiem, to tylko dlatego, że nie wróci...
- Co nie ma wrócić szepnął Rzecki blednąc.
- Nie wróci, bo albo sobie gdzieś łeb rozbije, jeżeli odzyska rozsądek, albo weźmie się do jakiejś nowej utopii. Choćby do wynalazków tego mitycznego Geista, który także musi być patentowanym wariatem.
- A doktór nie uganiałeś się nigdy za utopiami?
- Tak, ale robiłem to odurzywszy się w waszej atmosferze. Opatrzyłem się jednak w porę i ta okoliczność pozwala mi stawiać jak najdokładniejsze diagnozy podobnych chorób... No, zdejmij pan szlafrok, zobaczymy, jakie skutki wywołał wieczór spędzony w wesołym towarzystwie...