- Nikomu nie ufam - mówił zgryźliwie starzec. - Bo jaką mi dać kto może rękojmię?... Przysięgę czy słowo honoru?... Za stary jestem, aby wierzyć w przysięgi... Tylko wspólny interes jako tako zabezpiecza od najpodlejszej zdrady, a i to nie zawsze...
Wokulski wzruszył ramionami i usiadł na krześle.
- Nie zmuszam pana - rzekł - do dzielenia się ze mną twoimi kłopotami. Mam dosyć własnych. Geist nie spuszczał z niego oka, lecz stopniowo uspakajał się. W końcu odezwał się:
- Przysuń się tu do stołu... Spojrzyj, co to jest?
Pokazał mu metalową kulkę ciemnej barwy.
- Zdaje mi się, że to jest metal drukarski.
- Weź w rękę... Wokulski wziął kulkę i aż zdziwił się, tak była ciężka.
- To jest platyna - rzekł.
- Platyna? powtórzył Geist z drwiącym uśmiechem. - Oto masz platynę...
I podał mu tej samej wielkości kulkę platynową. Wokulski przekładał obie z rąk do rąk; zdziwienie jego wzrosło.
- To jest chyba ze dwa razy cięższe od platyny?... - szepnął.
- A tak... tak!... - śmiał się Geist. - Nawet jeden z moich przyjaciół akademików nazwał to "komprymowaną platyną"... Dobry wyraz, co? na oznaczenie metalu, którego ciężar gatunkowy wynosi 30,7,... Oni tak zawsze. Ile razy uda im się wynaleźć nazwę dla nowej rzeczy, zaraz mówią, że ją wytłomaczyli na zasadzie już poznanych praw natury. Przepyszne osły... najmędrsze ze wszystkich, jakimi roi się tak zwana ludzkość... A to znasz? - dodał.
- No, to jest sztabka szklana - odparł Wokulski.
- Cha! cha!... - śmiał się Geist. - Weź do ręki, przypatrz się... Prawda, że ciekawe szkło?... Cięższe od żelaza, z odłamem ziarnistym, wyborny przewodnik ciepła i elektryczności, pozwala się strugać... Prawda, jak to szkło dobrze udaje metal?... Może chcesz je rozgrzać albo kuć młotem?..
Wokulski przetarł oczy. Nie ulega kwestii, że takiego szkła nie widziano na świecie.