- Wolę, wolę na trzecie piętro... Za dwie godziny będę-odparł Geist i szybko wybiegł z pokoju. Po chwili ukazał się Jumart.
- Wynudził pana stary - rzekł do Wokulskiego - co?.. - Cóż to za człowiek? - spytał niedbale Wokulski. Jumart wyciągnął naprzód dolną wargę. - Wariat to on jest - odparł - ale jeszcze za moich studenckich czasów był wielkim chemikiem. No i porobił jakieś wynalazki, ma nawet podobno kilka dziwnych okazów, ale...
Stuknął się palcem w czoło.
- Dlaczego nazywacie go wariatem?
- Nie można inaczej nazywać człowieka - odpowiedział Jumart który sądzi, że uda mu się zmniejszyć ciężar gatunkowy ciał czy tylko metalów, bo już nie pamiętam...
Wokulski pożegnał go i poszedł do swego numeru.
"Cóż to za dziwne miasto - myślał - gdzie znajdują się poszukiwacze skarbów, najemni obrońcy honoru, dystyngowane damy, które handlują tajemnicami, kelnerzy rozprawiający o chemii i chemicy, którzy chcą zmniejszać ciężar gatunkowy ciał!..."
Przed piątą w numerze zjawił się Geist; był jakiś rozdrażniony i zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Panie Siuzę - rzekł - wiele mi na tym zależy, ażebyśmy się porozumieli.:. Powiedz mi, czy masz jakie obowiązki: żonę, dzieci? - Chociaż - nie zdaje mi się...
- Nie mam nikogo.
- I majątek masz? Milion...
- Prawie.
- A powiedz mi - mówił Geist - dlaczego ty myślisz o samobójstwie?...
Wokulski wstrząsnął się.
- To było chwilowe - rzekł. - Doznałem zawrotu w balonie...