- Kochany panie, weź do rąk jaki papier...
- Co to panu?...
- Nic. Weź pan z biura jakiś papier i przed naszym wagonem powiedz, że jest telegram do Wokulskiego.
- Do pana?...
- Tak...
Nadkonduktor mocno się zdziwił, ale poszedł do telegrafu. W parę minut wyszedł z biura i zbliżywszy się do wagonu, w którym siedział pan Łęcki z córką, zawołał:
- Telegram do pana Wokulskiego!...
- Co to znaczy?... pokaż pan... - odezwał się zaniepokojony pan Tomasz.
Ale w tej chwili obok nadkonduktora stanął Wokulski, odebrał papier, spokojnie otworzył go i choć w tym miejscu było zupełnie ciemno, udał, że czyta.
- Co to za telegram?... - zapytał go pan Tomasz.
- Z Warszawy - odparł Wokulski. - Muszę wracać.
- Wraca pan?... - zawołała panna Izabela. - Czy jakie nieszczęście?...
- Nie, pani. Mój wspólnik wzywa mnie.
- Zysk czy strata?... - szepnął pan Tomasz wychylając się przez okno.
- Ogromny zysk - odparł tym samym tonem Wokulski.