- Niemniej jednak pani baronowa nazwała nas szachrajami...
Baron podniósł się z fotelu.
- Wybacz pan - rzekł. - W imieniu mojej żony uroczyście przepraszam i niezależnie od satysfakcji, jaką gotów jestem dać panom, zrobię, co potrzeba, ażeby naprawić krzywdę wyrządzoną panu Wokulskiemu... Tak, panie. Złożę wizyty wszystkim moim przyjaciołom i oświadczę im, że pan Wokulski jest dżentelmenem, że zapłacił za klacz osiemset rubli i że obaj staliśmy się ofiarami intryg tego łotra Maruszewicza: Krzeszowscy, panie... panie...
- Rzecki.
- Szanowny panie Rzecki, Krzeszowscy nigdy i nikogo nie oczerniali. Mogli błądzić, ale w dobrej wierze, panie...
- Rzecki.
- Szanowny panie Rzecki.,
Na tym zakończyła się rozmowa; stary subiekt bowiem pomimo nalegań barona nie chciał ani słuchać usprawiedliwień, ani nawet widzieć się z panią baronową.
Baron odprowadziwszy Rzeckiego do drzwi, nie mogąc wytrzymać, odezwał się do Leona:
- Ci kupcy to jednak honorowi ludzie.
- Mają gotówkę, jaśnie panie, mają kredyt - odparł Leon.
- Głupcze jakiś!... więc my już nie mamy honoru dlatego, że nie mamy kredytu?...
- Mamy, jaśnie panie, ale na inszy sposób.
- Spodziewam się, że nie na kupiecki sposób!... - odparł dumnie baron.
I kazał sobie podać garnitur wizytowy.