- Wie pan, że z prezesową jest bardzo niedobrze...
Wokulski stropił się.
- Biedna, zacna staruszka... Gdybym był pewny, że moje przybycie nie przestraszy jej, pojechałbym... Czy aby ma opiekę?
- O tak - odparła panna Izabela. - Są tam baronostwo Dalscy rzekła z uśmiechem - bo Ewelinka już wyszła za barona. Jest Fela
Janocka i... Starski...
Twarz jej oblał lekki rumieniec i umilkła.
"Oto skutki mego nietaktu - pomyślał Wokulski. - Spostrzegła, że ten Starski wydaje mi się niesmacznym, i teraz miesza się na lada wspomnienie o nim. Jakże to podle z mojej strony!"
Chciał powiedzieć coś życzliwego o Starskim, ale uwięzły mu wyrazy. Aby więc przerwać kłopotliwe milczenie, rzekł:
- Gdzież w tym roku wybiorą się państwo na lato?
- Czy ja wiem? Ciotka Hortensja jest trochę słaba, więc może pojedziemy do niej do Krakowa. Ja jednak, muszę przyznać, miałabym ochotę do Szwajcarii, gdyby to ode mnie zależało.
- A od kogóż? - spytał Wokulski.
- Od ojca... Zresztą, czy ja wiem, co się jeszcze stanie? - odpowiedziała rumieniąc się i spoglądając na Wokulskiego w sposób jej tylko właściwy.
- Przypuściwszy, że wszystko stanie się według woli pani rzekł - czy mnie przyjęłaby pani za towarzysza?...
- Jeżeli pan zasłuży...
Powiedziała to takim tonem, że Wokulski stracił władzę nad sobą, już nie wiadomo po raz który w tym roku.