- To niech się nic umizga, kiedy nie umie. W podobnych wypadkach niezręczność jest śmiertelnym grzechem. Czy nieprawda?
- Kiedyżeś przyjechała?
- Wczoraj rano - odpowiedziała pani Wąsowska. - Ale dwa razy musiałam być w banku, w magazynie, zrobić porządki u siebie. Tymczasem asystuje mi Ochocki, dopóki nie znajdę kogoś zabawniejszego. Jeżeli mi kogo odstąpisz... - dodała z akcentem.
- Cóż znowu za pogłoski! - rzekła rumieniąc się panna Izabela.
- Które doszły aż: do mnie na wieś. Starski opowiadał mi, nie bez zazdrości, że w tym roku, jak zawsze zresztą byłaś królową. Podobno Szastalski zupełnie głowę stracił.
- I obaj jego równie nudni przyjaciele - wtrąciła panna Izabela z uśmiechem. - Wszyscy trzej kochali się we mnie co wieczór, każdy oświadczał mi się w takich godzinach, ażeby nie przeszkadzać innym, a później wszyscy trzej zwierzali się przed sobą ze swoich cierpień. Ci panowie wszystko robią na spółkę.
- A ty co na to?
Panna Izabela wzruszyła ramionami.
- Ty mnie pytasz? - rzekła.
- Słyszałam również - mówiła pani Wąsowska - że Wokulski oświadczył się...
Panna Izabela zaczęła bawić się kokardą swej sukni.
- No, zaraz: oświadczył się!... Oświadcza mi się, ile razy mnie widzi: patrząc na mnie, nie patrząc, mówiąc, nie mówiąc... jak zwykle oni.
- A ty?
- Tymczasem przeprowadzam mój program.
- Wolno wiedzieć, jaki?