Służący rozłożył ze zdziwieniem ręce i rozstawił nogi.
- Czo pan dziś wyrabia? - zawołał. - Pan tak robi, jakby pan miał źle w głowie... Pan Łęczki tak prosił...
Wokulski prędko wyszedł z pokoju i zatrzasnął drzwi pod nosem zuchwałemu famulusowi.
"Aha! - myślę - więc książę spostrzegł, że Stach może nie przyjść, i na przeprosiny wysłał tego niby teścia!... Szuman ma rację, że oni go nie zechcą wypuścić, no, ale my wam go odbierzemy! "W kwadrans byliśmy u pani Stawskiej. Rozkosz jak nas przyjęto!...
Marianna wysypała kuchnię piaskiem, pani Misiewiczowa ubrała się w jedwabną suknię tabaczkowego koloru, a pani Stawka miała dziś takie śliczne oczy, rumieńce i usta, że można się było na śmierć zacałować przy tej pięknej kobiecie.
Nie chcę się uprzedzać, ale dalibóg! Stach spoglądał na nią z wielkim zajęciem przez cały wieczór.. Nie miał nawet czasu spostrzec, że Helunia ubrała się w nową szarfę.
Co to był za wieczór!... Jak pani Stawka dziękowała nam za zabawki, jak ona osładzała Wokulskiemu herbatę, jak go parę razy trąciła brzegiem rękawa... Dziś już jestem pewny, że Stach będzie tu przychodził jak najczęściej, z początku ze mną, później beze mnie.
W środku kolacji zły czy dobry duch skierował oczy pani Misiewiczowej na "Kurier".
- Widzisz, Helenko - rzekła do córki - że to dziś bal u księcia.
Wokulski sposępniał i zamiast w oczy pani Stawskiej zaczął patrzeć w talerz. Wziąwszy na odwagę odezwałem się nie bez ironii:
- Piękne to musi być towarzystwo u takiego księcia! Stroje, elegancja...
- Nie tak piękne, jak się wydaje - odpowiedziała staruszka. - Stroje bardzo często nie popłacone, a elegancja!... Zapewne, inna musi być w salonie z hrabiami i książętami, a inna w garderobie z biednymi robotnicami.(O! jakże mi staruszka w porę wystąpiła ze swoją krytyką. "Słuchajże, Stasiu" - pomyślałem i pytam dalej:)
- Więc te wielkie damy nie bardzo są eleganckie w stosunkach z pracownicami?...
- Proszę pana!... - odparła pani Misiewiczowa trzęsąc ręką. Znamy tu jedną magazynierkę, której te panie dają roboty, bo jest bardzo zręczna i tania. Łzami się nieraz zalewa, kiedy od nich wraca. Ile się trzeba naczekać z przymierzeniem sukni, z poprawieniem, z rachunkiem... A jaki ton w rozmowie, jakie impertynencje, jakie targi... Ta magazynierka mówi (jak dobrze życzę!), że woli mieć do czynienia z czterema Żydówkami aniżeli z jedną wielką damą. Choć teraz i Żydówki psują się: gdy która zbogaci się, zaraz zaczyna mówić tylko po francusku, targować się i grymasić.
Chciałem spytać: czy panna Łęcka nie stroi się u tej magazynierki? ale żal mi było Stacha. Tak mienił się na twarzy, biedaczysko!...