Po nim nastąpiła paru minutowa przerwa. Wokulskiemu zdawało się, że w poczekalni słyszy szelest kobiecej sukni. Wytężył ucho... W tej chwili lokaj zameldował baronowę...
Znowu długa pauza i ukazała się w salonie kobieta tak piękna i dystyngowana, że Wokulski mimo woli powstał z fotelu. Mogła mieć około czterdziestu lat; wzrost okazały, rysy bardzo regularne, postawa wielkiej damy.
Milcząc wskazał jej fotel. Gdy zaś usiadła, spostrzegł, że jest wzburzona i szarpie w rękach haftowaną chusteczkę. Nagle odezwała się, dumnie patrząc mu w oczy:
- Pan mnie zna?
- Nie, pani.
- Nie widział pan nawet moich portretów?
- Nie.
- Więc chyba nigdy pan nie był ani w Berlinie, ani w Wiedniu.
- Nie byłem.
Dama głęboko odetchnęła.
- Tym lepiej - rzekła - będę śmielszą. Nie jestem baronowa...jestem zupełnie kim innym. Ale o to mniejsza. Chwilowo znalazłam się w trudnym położeniu... potrzebuję dwudziestu tysięcy franków... A ponieważ nie chcę w tutejszych lombardach zastawiać moich klejnotów, więc... Pojmuje pan?
- Nie, pani.
- Więc... mam do zbycia ważną tajemnicę...
- Nie mam prawa nabywać tajemnic - odpowiedział już zmieszany Wokulski.
Dama poruszyła się na fotelu.