Wokulski obejrzał się. Przywidzenie chorej wyobraźni." Jednocześnie przy czwartym stole, w głębi kościoła, spostrzegł hrabinę Karolową i pannę Izabelę. Obie również siedziały nad tacą z pieniędzmi i trzymały w rękach książki, zapewne do nabożeństwa. Za krzesłem hrabiny stał służący w czarnej liberii.
Wokulski poszedł ku nim potrącając klęczących i omijając inne stoły, przy których pukano na niego zawzięcie. Zbliżył się do tacy i ukłoniwszy się hrabinie, położył swój rulon imperiałów.
Boże - pomyślał - jak ja głupio muszę wyglądać z tymi pięniędzmi."
Hrabina odłożyła książkę.
- Witam cię, panie Wokulski - rzekła. - Wiesz, myślałam, że już nie przyjdziesz, i powiem ci, że nawet było mi trochę przykro.
- Mówiłam cioci, że przyjdzie, i do tego z workiem złota odezwała się po angielsku panna Izabela.
Hrabinie wystąpił na czoło rumieniec i gęsty pot. Zlękła się słów siostrzenicy przypuszczając, że Wokulski rozumie po angielsku.
- Proszę cię, panie Wokulski - rzekła prędko - siądź tu na chwilę, bo delegowany nas opuścił. Pozwolisz, że ułożę twoje imperiały na wierzchu, dla zawstydzenia tych panów, którzy wolą wydawać pieniądze na szampana...
- Ależ niech się ciocia uspokoi - wtrąciła panna Izabela znowu po angielsku. - On z pewnością nie rozumie...
Tym razem i Wokulski zarumienił się.
- Proszę cię, Belu - rzekła hrabina tonem uroczystym - pan Wokulski... który tak hojną ofiarę złożył na naszą ochronę...
- Słyszałam - odpowiedziała panna Izabela po polsku, na znak powitania przymykając powieki.
- Pani hrabina - rzekł trochę żartobliwie Wokulski - chce mnie pozbawić zasługi w życiu przyszłym, chwaląc postępki, które zresztą mogłem spełniać w widokach zysku.
- Domyślałam się tego - szepnęła panna Izabela po angielsku.
Hrabina o mało nie zemdlała czując, że Wokulski musi domyślać się znaczenia słów jej siostrzenicy, choćby nie znał żadnego języka.