Mała rzecz!..."
Przenieść jego brata pod Skierniewice..." - dodał jakiś głos.
Drobnostka."
Ale poza tymi dwoma ludźmi stanęło zaraz kilku innych, za nimi jeszcze kilku, potem olbrzymi tłum borykający się z wszelkiego rodzaju nędzą i wreszcie - cały ocean cierpień powszechnych, które wedle sił należało zmniejszyć, a przynajmniej powściągnąć od dalszego rozlewu.
Przywidzenia... abstrakcje... zdenerwowanie!" - szepnął Wokulski.
To była jedna droga. Na końcu bowiem drugiej widział cel realny i jasno określony - pannę Izabelę.
Nie jestem Chrystusem, ażeby poświęcać się za całą ludzkość."
Więc na początek zapomnij o Wysockich" - odparł głos wewnętrzny.
No, głupstwo! Jakkolwiek jestem dziś rozkołysany, ależ nie mogę być śmieszny - myślał Wokulski. - Zrobię, co się da i komu można, lecz osobistego szczęścia nie wyrzeknę się, to darmo..."
W tej chwili stanął przed drzwiami swego sklepu i wszedł tam.
W sklepie zastał Wokulski tylko jedną osobę. Była to dama wysoka, w czarnych szatach, nieokreślonego wieku. Przed nią leżał stos neseserek: drewnianych, skórzanych, pluszowych i metalowych, prostych i ozdobnych, najdroższych i najtańszych, a wszyscy subiekci byli na służbie. Klejn podawał coraz nowe neseserki, Mraczewski chwalił towar, a Lisiecki akompaniował mu ruchami ręki i brody. Tylko pan Ignacy wybiegł naprzeciw pryncypała.
- Z Paryża przyszedł transport - rzekł do Wokulskiego. - Myślę, że trzeba odebrać jutro.
- Jak chcesz.
- Z Moskwy obstalunki za dziesięć tysięcy rubli, na początek maja.
- Spodziewałem się.