- Jeżeli nie więcej... - szepnąłem. Pani baronowa spojrzała tak, jakby chciała mnie spalić wzrokiem utopić we łzach. Oj! co to za setna kobietka... Aż mi zimno, kiedy o niej pomyślę.
- Mniejsza o komorne - rzekła.
- Bardzo rozsądnie! - pochwalił ją Wirski kłaniając się.
- Mniejsza o pretensje gospodarza... Ale przecież nie mogę płacić siedmiuset rubli za lokal w podobnym domu...
- Czego pani baronowa chce od domu? - spytałem.
- Ten dom jest hańbą uczciwych ludzi - zawołała gestykulując rękoma. - Więc nie od siebie, ale w imieniu moralności proszę...
- O co?
- O usunięcie tych studentów, którzy mieszkają nade mną, nie po-zwalają mi wyjrzeć oknem na podwórze i demoralizują wszystkie...
Nagle zerwała się z kanapy. - O! słyszy pan? - rzekła wskazując na drzwi, które prowadziły do pokoju od strony dziedzińca.
Istotnie, usłyszałem głos ekscentrycznego brunecika, który z trzeciego piętra wołał:
- Marysiu!... Marysiu, chodź do nas...
- Marysiu! - krzyknęła baronowa.
- Przecież jestem...,Czego pani chce? - odparła nieco zarumieniona służąca.
- Ani mi się rusz z domu!... Oto ma pan... - mówiła baronowa-tak jest po całych dniach. A wieczorem chodzą do nich praczki... Panie! - zawołała składając pobożnie ręce - wygnajcie tych nihilistów, bo to źródło zepsucia i niebezpieczeństwa dla całego domu... Oni w trupich główkach trzymają herbatę i cukier... Oni kośćmi ludzkimi poprawiają węgle w samowarze... Oni chcą tu kiedy przynieść całego nieboszczyka...
Zaczęła znowu tak płakać, iż myślałem, że dostanie spazmów.