- Prawie. Chcesz zobaczyć ?... Tu jest porcelana. Zwracam ci uwagę...
- Później... Daj mi księgę.
- Dochodów ?
- Nie, dłużników.
Rzecki otworzył biurko, wydobył księgę i podsunął fotel. Wokulski usiadł i rzuciwszy okiem na listę, wyszukał w niej jedno nazwisko.
- Sto czterdzieści rubli - mówił czytając. - No, to wcale niedużo...
- Któż to? - zapytał Ignacy. -- A... Łęcki...
- Panna Łęcka ma także otwarty kredyt... bardzo dobrze - ciągnął Wokulski zbliżywszy twarz do księgi, jakby w niej pismu było niewyraźne. - A... a... Onegdaj wzięła portmonetkę... Trzy ruble ?... to chyba za drogo...
- Wcale nie - wtrącił Ignacy. - Portmonetka doskonała, sam ją wybierałem.
- Z którychże to ? - spytał niedbale Wokulski i zamknął księgę.
- Z tej gablotki. Widzisz, jakie to cacka.
- Musiała jednak dużo między nimi przerzucić... Jest podobno wymagająca...
- Wcale nie przerzucała, dlaczego miałaby przerzucać ? - odparł Ignacy. - Obejrzała tę...
- Tę?..
- A chciała wziąć tę...

NR: WJVJYXM WJQBGJM WQPVBPM WQZJQPM WQJBZPM