Ciekawostki:
grzyby w słoikach to idealny sposób na ich przechowywanie.
acuvue oasys to soczewki Johnson & Johnson zawierające składnik Hydraclear Plus.
Zarezerwuj wczasy nad bałtykiem 2011 już teraz - kliknij i sprawdź pełną listę ofert noclegowych!

       

- On tu jest u nas ze cztery lata. Do sklepu albo do piwnicy nie bardzo... Ale mechanik!... Zbudował taką maszynę, co pompuje wodę z dołu do góry, a z góry wylewa ją na koło, które właśnie porusza pompę. Taka maszyna może obracać się i pompować do końca świata; ale coś się w niej skrzywiło, więc ruszała się tylko kwadrans. Stała tam na górze, w pokoju jadalnym, i Hopferowi zwabiała gości; ale od pół roku coś w niej pękło.
- Otóż jaki!... - mówię. - No, jeszcze nie taki bardzo - odparł Machalski. - Był tu jeden profesor z gimnazjum realnego, obejrzał pompę i powiedział, że na nic się nie zda, ale że chłopak zdolny i powinien uczyć się. Od tej pory mamy sądny dzień w sklepie. Wokulski zhardział, gościom odmrukuje, w dzień wygląda, jakby drzemał, a za to uczy się po nocach i kupuje książki. Jego znowu ojciec wolałby te pieniądze użyć na proces o jakiś tam majątek po dziadku... Słyszałeś przecie, co mówił.
- Cóż on myśli robić z tą nauką? - rzekłem.
- Mówi, że pojedzie do Kijowa, do uniwersytetu. Ha! niech jedzie - prawił Machalski - może choć jeden subiekt wyjdzie na człowieka. Ja mu tam nie przeszkadzam; kiedy jest w piwnicy, nie napędzamy go do roboty; niech sobie czyta. Ale na górze dokuczają mu subiekci i goście.
- A co na to Hopfer?
- Nic - ciągnął Machalski zakładając nową łojówkę w żelazny lichtarz z rączką. - Hopfer nie chce go odstręczać od siebie, bo Kasia Hopferówna durzy się trochę w Wokulskim, a może chłopak odzyska majątek po dziadku?...
- I on durzy się w Kasi? - spytałem.
- Ani na nią spojrzy,, dzika bestia! - odparł Machalski.
Zaraz wówczas pomyślałem, że chłopak z tak otwartą głową, który kupuje książki i nie dba o dziewczęta, mógłby być dobrym politvkiem; więc jeszcze tego dnia zapoznałem się ze Stachem i od tej pory żyjemy ze sobą nie najgorzej... Stach był jeszcze ze trzy lata u Hopfera i przez ten czas porobił dużo znajomości ze studentami, z młodymi urzędnikami rozmaitych biur, którzy na wyścigi dostarczali mu książek, ażeby mógł zdać egzamin do uniwersytetu.
Spośród tej młodzieży wyróżniał się niejaki pan Leon, chłopak jeszcze młody (nie miał nawet dwudziestu lat), piękny, a mądry... a zapalczywy!... Ten jakby był moim pomocnikiem w politycznej edukacji Wokulskiego: kiedy bowiem ja opowiadałem o Napoleonie i wielkim posłannictwie Bonapartych, pan Leon mówił o Mazzinim, Garibaldim i im podobnych znakomitościach. A jak on umiał podnosić ducha!...
- Pracuj - mówił nieraz do Stacha - i wierz, bo silna wiara może zatrzymać słońce w biegu, a nie dopiero polepszyć stosunki ludzkie.
- A może mnie wysłać do uniwersytetu? - zapytał Stach.
- Jestem pewien - odparł Leon z zaiskrzonymi oczyma - że gdybyś choć przez chwilę miał taką wiarę jak pierwsi apostołowie, jeszcze dziś znalazłbyś się w uniwersytecie...
- Albo u wariatów - mruknął Wokulski.
Leon począł biegać po pokoju i trząść rękoma.