Mikołaj wzruszył ramionami i na palcach wyszedł do kuchni.
- To ja jestem, panno hrabianko... Dawid Szpigelman - odpowiedział niewielki człowiek z czarnym zarostem i w czarnych okularach.- Ja do pana hrabiego przyszedłem na mały interes... - Kochana Belu... - odezwała się panna Florentyna chcąc wyprowadzić kuzynkę.
Ale panna Izabela wyrwała się jej z rąk i zobaczywszy, że gabinet ojca jest wolny, kazała tam wejść Szpigelmanowi.
- Zastanów się, Belu, co robisz?... - upominała ją panna Florentyna.
- Chcę raz dowiedzieć się prawdy - rzekła panna Izabela.
Zamknęła drzwi gabinetu, siadła na fotelu i patrząc w okulary Szpigelmanowi zapytała:
- Jaki interes ma pan do mego ojca?
- Przepraszam pannę hrabiankę - odpowiedział przybysz kłaniając się - to jest bardzo mały interes. Ja tylko chcę odebrać moje pieniądze...
- Ile?
- Zbierze się może z osiemset rubli...
- Dostanie pan jutro.
- Przepraszam pannę hrabiankę, ale ja już od pół roku co tydzień dostaję same tylko jutro, a nie widzę ani procentu, ani kapitału.
Panna Izabela poczuła brak oddechu i ściskanie serca. Wnet jednakże zapanowała nad sobą.
- Pan wiesz, że ojciec mój odbiera trzydzieści tysięcy rubli... Prócz tego (mówiła, sama nie wiedząc dlaczego!) będziemy mieli dziesięć tysięcy rocznie... Pańska sumka przepaść nie może, chyba pan rozumie...
- Skąd dziesięć?... - spytał Żyd i zuchwale podniósł głowę