- Każda jest wyjątkową, dopóki nam karku nie nadkręci. Prawda, że nie znam t e j, ale znam inne. Ażeby nad kobietami odnosić wielkie zwycięstwa, trzeba być w miarę impertynentem i w miarę bezczelnym: dwie zalety, których ty nie posiadasz. I dlatego ostrzegam cię: niedużo ryzykuj, bo zostaniesz zdystansowany, jeżeli już nie zostałeś. Nigdym do ciebie o tych rzeczach nie mówił, prawda? nawet nie wyglądam na podobną filozofię... Ale czuję, że grozi ci niebezpieczeństwo, więc powtarzam: strzeż się! i w podłej zabawie nie angażuj serca, bo ci je w asystencji lada chłystka oplują. A w tym wypadku, mówię ci, człowiek doznaje tak przykrych wrażeń, że... Bodajbyś ich lepiej nie... doczekał!...
Wokulski siedząc na kanapie zaciskał pięści, ale milczał. W tej chwili zapukano do drzwi ukazał się Lisiecki.
- Pan Łęcki chce się z panem widzieć. Może tu wejść? - zapytał subiekt.
- Niech pan poprosi... - odparł Wokulski, śpiesznie wciągając kamizelkę i surdut.
Rzecki wstał z krzesła, smutno pokiwał głową i opuścił swoje mieszkanie.
Myślałem, że jest źle - mruknął będąc już w sieni. - Alem nie myślał, że jest aż tak źle..."
Ledwie Wokulski zdążył jako tako ogarnąć się, wszedł pan Łęcki, a za nim woźny sklepowy. Pan Tomasz miał oczy krwią nabiegłe i sine plamy na policzkach. Rzucił się na fotel i oparłszy głowę na tylnej krawędzi, ciężko dyszał. Woźny stał w progu z zakłopotaną miną i przebierając palcami po metalowych guzikach swojej liberii czekał na rozkazy.
- Wybacz, panie Stanisławie, ale... proszę cię wody z cytryną...wyszeptał pan Tomasz.
- Sodowej wody, cytryny i cukru... Biegnij! - rzekł Wokulski do woźnego.
Woźny wyszedł zawadzając wielkimi guzami o drzwi pokoju.
- To nic - mówił pan Tomasz z uśmiechem. - Krótka szyja, upał i irytacja... Chwilę odpocznę... Zatrwożony Wokulski zdjął mu krawat i rozpiął koszulę. Potem zlał ręcznik wodą kolońską, którą znalazł na biurku Rzeckiego, i z synowską troskliwością wytarł choremu kark, twarz i głowę.
Pan Tomasz uścisnął mu rękę.
- Już mi lepiej... Bóg zapłać... - a potem dodał półgłosem: - podobasz mi się w tej roli siostry miłosierdzia. Bela nie potrafiłaby zrobić delikatniej... No, ona stworzona do tego, ażeby jej usługiwano...
Woźny przyniósł syfon i cytryny. Wokulski przyrządził limoniadę i napoił pana Tomasza, któremu stopniowo poczęły znikać sine plamy z policzków.
- Idź do mego mieszkania - rzekł Wokulski do woźnego - i każ zaprząc konie. Niech zajedzie przed sklep.

NR: WQQQBQM WQJJYBM WQJBZYM WQXXKZM WQXYGYM