- Paradny pan jesteś - roześmiał się Mraczewski. - Przecież ona ma męża...
- Męża?
- Naturalnie. Zresztą znane nazwisko. Przed czterema laty uciekł biedak za granicę, bo posądzali go o zabicie tej...
- Ach, pamiętam!... Więc to on?... Dlaczegóż nie wrócił, boć przecie okazało się, że nie winien?...
- Rozumie się, że nie winien - prawił Mraczewski. - Ale swoją drogą, jak dmuchnął do Ameryki, tak po dziś dzień nie ma o nim wiadomości. Pewnie biedak gdzieś zmarniał, a kobieta została ani panną, ani wdową... Okropny los!... Utrzymywać cały dom z haftu, z gry na fortepianie, z lekcyj angielskiego... pracować cały dzień jak wół i jeszcze nie mieć męża... Biedne te kobiety!... My byśmy, panie Ignacy, tak długo nie wytrwali w cnocie, co?... O, wariat stary...
- Kto wariat? - spytał Rzecki, zdumiony nagłym przejściem w rozmowie.
- Któż by, jeżeli nie Wokulski - odparł Mraczewski. - Suzin jedzie do Paryża i chce go gwałtem zabrać, bo ma tam robić jakieś ogromne zakupy towarów. Nasz stary nie zapłaciłby grosza za podróż, miałby książęce życie, bo Suzin im dalej od żony, tym szerzej rozpuszcza kieszeń... E i jeszcze zarobiłby z dziesięć tysięcy rubli.
- Stach... to jest nasz pryncypał zarobiłby z dziesięć tysięcy? - spytał Rzecki.
- Naturalnie. Ale cóż, kiedy tak już zgłupiał...
- No, no... panie Mraczewskil... - zgromił go pan Ignacy.
- Ale słowo honoru, że zgłupiał. Bo przecież wiem, że jedzie na wystawę do Paryża, i to lada tydzień...
- Tak.
- Więc nie wolałby jechać z Suzinem, nic nie wydać i jeszcze tyle zarobić?... Przez dwie godziny błagał go Suzin: Jedź ze mną, Stanisławie Piotrowiczu", prosił, kłaniał się i na nic... Wokulski nie i nie!...Mówił, że ma tutaj jakieś interesa...
- No, ma... - wtrącił Rzecki.
- O tak, ma... - przedrzeźniał go Mraczewski. - Największy jego interes jest nie zrażać Suzina, który pomógł mu zrobić majątek, dziś daje mu ogromny kredyt i nieraz mówił do mnie, że nie uspokoi się, dopóki Stanisław Piotrowicz nie odłoży sobie choć z milion rubli... I takiemu przyjacielowi odmawiać tak drobnej usługi, zresztą bardzo dobrze opłaconej! - oburzał się Mraczewski.