- Nie gniewasz się, stary ?.
- Czego? Alboż nie wiem, że wilk nie będzie pilnował baranów...Naturalnie...
- Cóż u was słychać? - powiedz mi.
- Akurat tyle, co pisałem ci w raportach. Interesa dobrze idą, towarów przybyło, a jeszcze więcej zamówień. Trzeba jednego subiekta.
- Weźmiemy dwu, sklep rozszerzymy, będzie wspaniały.
- Bagatela!
Wokulski spojrzał na niego z boku i uśmiechnął się widząc, że stary odzyskuje dobry humor.
- Ale co w mieście słychać? W sklepie, dopóki ty w nim jesteś, musi być dobrze.
- W mieście...
- Z dawnych kundmanów nie ubył kto? - przerwał mu Wokulski, coraz szybciej chodząc po pokoju.
- Nikt! Przybyli nowi.
- A... a...
Wokulski stanął jakby wahając się. Nalał znowu szklankę wina i wypił duszkiem.
- A Łęcki kupuje u nas?...
- Częściej bierze na rachunek.