Mniejsza o to - pocieszał się. - Nie mogłem go przecie nachodzić, kiedy był chory. A bilet posłałem."
Zbliżywszy się do domu, w którym lokował się baron, Wokulski mimochodem zauważył, że ściany kamienicy mają tak niezdrową barwę zielonawą, jak Maruszewicz żółtawą, i że rolety w mieszkaniu Krzeszowskiego są podniesione:
Widać już zdrów - myślał. - Nie wypada jednak od razu pytać o jego długi. Zrobię to za drugą lub trzecią wizytą; potem, spłacę lichwiarzy i biedny baron odetchnie. Nie mogę być obojętnym dla człowieka, który przeprosił pannę Izabelę..."
Wszedł na piętro i zadzwonił. W mieszkaniu słychać było kroki, ale nie śpieszono się z otwieraniem. Zadzwonił drugi raz. Chodzenie, a nawet przesuwanie sprzętów odbywało się w dalszym ciągu za drzwiami, ale znów nie otwierano. Zniecierpliwiony, szarpnął dzwonek tak gwałtownie, że o mało go nie urwał. Wówczas dopiero zbliżył się ktoś do drzwi i począł flegmatycznie zdejmować łańcuszek, kręcić kluczem i odciągać zasuwkę mrucząc:
- Widać swój... Żyd by tak nie dzwonił...
Nareszcie otworzyły się drzwi i stanął w progu lokaj Konstanty. Na widok Wokulskiego przymrużył oczy i wysunąwszy dolną wargę spytał:
- A co to?... Wokulski odgadł, że nie cieszy się łaskami wiernego sługi, który był przy pojedynku.
- Pan baron w domu? - spytał.
- Pan baron leży chory i nikogo nie przyjmuje, bo teraz jest doktór.
Wokulski wydobył swój bilet i dwa ruble.
- Kiedyż mniej więcej można odwiedzić pana?
- Bardzo, bardzo nie zaraz... - odparł trochę łagodniej Konstanty. - Bo pan jest chory z postrzału i doktorzy kazali mu dziś - jutro jechać do ciepłych krajów albo na wieś.
- Więc przed wyjazdem nie można widzieć się?...
- O, wcale nie można... - Doktorzy ostro zakazali nie przyjmować nikogo. Pan ciągle w gorączce...
Dwa stoliki do kart, z których jeden miał złamaną nogę, a drugi gęsto zapisane sukno, tudzież kandelabry z niedopałkami świec woskowych kazały powątpiewać o dokładności patologicznych określeń Konstantego. Mimo to Wokulski jeszcze dodał mu rubla i odszedł, bynajmniej niezadowolony z przyjęcia.