- A cóż Anglia?
- Anglia także dostanie kompensatę.
- Na koszt Turcji?
- Rozumie się. Zawsze słabi ponoszą koszta zatargów między silnymi.
- A sprawiedliwość? - zawołał Ignacy.
- Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.
Ignacy posunął się z krzesłem.
- I ty to mówisz, Stasiu?... Na serio, bez żartów ?
Wokulski zwrócił na niego spokojne wejrzenie.
- Ja mówię - odparł. - Cóż w tym dziwnego ? Czyliż to samo prawo nie stosuje się do mnie, do ciebie, do nas wszystkich ?... Za dużo płakałem nad sobą, ażebym się miał rozczulać nad Turcją.
Pan Ignacy spuścił oczy i umilkł. Wokulski jadł.
- No, a jakże tobie poszło? - zapytał Rzecki już zwykłym tonem.
Wokulskiemu błysnęły oczy. Położył bułkę i oparł się o poręcz kanapy.
- Pamiętasz - rzekł - ile wziąłem pieniędzy, gdym stąd wyjeżdżał ?
- Trzydzieści tysięcy rubli, całą gotówkę.