Rzecki przysłaniając oczy ręką spojrzał na Wokulskiego; Klejn ukłonił mu się parę razy ze szczytu drabinki, a płaczący człowiek zwrócił się nagle i z głośnym jękiem objął go za nogi.
- Co to jest?... - spytał zdziwiony Wokulski poznając w płaczącym starego inkasenta Obermana. - Zgubił czterysta kilkadziesiąt rubli - odparł Rzecki surowo. - Naturalnie, że nie było nadużycia, głowę dam za to, ale i firma tracić nie może, tym bardziej że pan Oberman ma u nas kilkaset rubli oszczędności. Jedno więc z dwojga - prawił rozdrażniony Rzecki - albo pan Oberman zapłaci, albo pan Oberman straci miejsce... Piękne robilibyśmy interesa mając wszystkich takich inkasentów jak pan Oberman...
- Zapłacę, panie - mówił szlochając inkasent - zapłacę, ale niech mi pan rozłoży choć na parę lat. Toż te pięćset rubli, co mam u panów, to mój cały majątek. Chłopiec skończył szkoły i chce uczyć się na doktora, a i starość za pasem... Bóg i pan wie, co się człowiek napracuje, nim zbierze taki grosz... Musiałbym się drugi raz urodzić, ażeby znowu go zebrać...
Klejn i Lisiecki, obaj ubrani, czekali na wyrok pryncypała.
- Tak - odezwał się Wokulski - firma nie może tracić. Oberman zapłaci.
- Słucham pana - wyszeptał nieszczęśliwy inkasent.
Panowie Klejn i Lisiecki pożegnali się i wyszli. Za nimi, wzdychając zabierał się i Oberman do opuszczenia sklepu. Lecz gdy zostali tylko we trzech, Wokulski dodał szybko:
- Oberman, zapłacisz, a ja ci zwrócę...
Inkasent rzucił mu się do nóg.
- Za pozwoleniem!... za pozwoleniem - przerwał Wokulski podnosząc go. - Jeżeli słówko powiesz komu o naszym układzie, cofnę prezent, uważasz, Oberman?... Inaczej wszyscy zechcą gubić pieniądze. Idź więc do domu i milcz...
- Rozumiem. Niech Bóg zeszle na pana wszystko najlepsze-odparł inkasent i wyszedł, na próżno starając się ukryć radość.
- Już zesłał najlepsze - rzekł Wokulski myśląc o pannie Izabeli. Rzecki był niekontent.
- Wiesz, mój Stachu - odezwał się, gdy zostali sami - że lepiej zrobisz nie mieszając się do sklepu. Z góry wiedziałem, że całej sumy nie każesz mu zwracać; ja sam nie żądałbym tego., Ale ze sto rubli, tytułem kary, powinien był gałgan zapłacić... Zresztą, pal diabli, można mu było i wszystko darować: ale należało choć z parę tygodni utrzymać w niepewności... Inaczej lepiej od razu zamknąć budę.
Wokulski śmiał się.
- Lękałbym się - odparł - gniewu boskiego, gdybym w takim dniu skrzywdził człowieka.