Chwilę patrzyła na niego z łagodnym uśmiechem.
- Potem miał pan pojedynek, który... bardzo nas zaniepokoił...-dodała ciszej. - A potem... baron przeprosił mnie - zakończyła szybko, spuszczając oczy. - W liście napisanym z tego powodu do mnie baron mówi o panu z wielkim szacunkiem i przyjaźnią...
- Jestem bardzo... bardzo szczęśliwy bąkał Wokulski.
- Z czego, panie?
- Że okoliczności złożyły się w taki sposób... Baron jest człowiekiem dystyngowanym...
Panna Izabela wyciągnęła rękę i zostawiwszy ją na chwilę w rozpalonej dłoni Wokulskiego rzekła:
- Pomimo niewątpliwej dobroci barona ja jednak tylko panu dziękuję, Dziękuję... Są przysługi, których się nieprędko zapomina, i doprawdy... - tu zaczęła mówić wolniej i ciszej - doprawdy, ulżyłby pan memu sumieniu żądając czegoś, co by zrównoważyło pańską...uprzejmość... Wokulski puścił jej rękę i wyprostował się na krześle. Był tak odurzony, że nie zwrócił uwagi na ten mały wyraz uprzejmość".
- Dobrze - odparł. - Jeżeli pani każe, przyznam się nawet... do zasługi. Czy w zamian wolno mi zanieść prośbę do pani?...
- Tak.
- A więc - mówił rozgorączkowany - proszę o jedno: ażebym mógł służyć pani, o ile mi siły starczą. Zawsze i we wszystkim.
- Panie!... - przerwała z uśmiechem panna Izabela - ależ to jest podstęp. Ja chcę spłacić jeden dług, a pan chce mnie zmusić do zaciągania nowych. Czy to właściwe?...
- Co w tym niewłaściwego?... Alboż nie przyjmuje pani usług nawet od posłańców publicznych?...
- Ale im płaci się za to - odpowiedziała figlarnie patrząc mu w oczy.
- I ta tylko jest między mną i nimi różnica, że im płacić potrzeba, a mnie nie wypada. Nawet nie można.
Panna Izabela kręciła głową.