- Pąsowy bierze Yunga...
- Nie weźmie, już ćwiczy konia...
- Ale... ale... Brawo Yung!... Brawo Wokulski!... Klacz idzie jak woda!... Brawo!...
- Brawo!... brawo!.:.
Dzwonek. Yung wygrał. Wysoki sportsmen wziął klacz za uzdę i zaprowadziwszy przed trybunę sędziów zawołał:
- Sułtanka!... Jeździec Yung!... Właściciel anonim...
- Co to anonim... Wokulski... Brawo Wokulski!... - wrzeszczał tłum.
- Właściciel pan Wokulski! - powtórzył wysoki dżentelmen i odesłał klacz na licytację.
Wśród tłumu zbudził się szalony zapał dla Wokulskiego. Jeszcze żaden wyścig tak nie rozruszał widzów: cieszono się, że warszawski kupiec pobił dwu hrabiów.
Wokulski zbliżył się do powozu hrabiny. Pan Łęcki i damy starsze winszowały mu; panna Izabela milczała.
W tej chwili przybiegł wysoki sportsmen.
- Panie Wokulski - rzekł - oto są pieniądze. Trzysta rubli nagrody, osiemset za klacz, którą ja kupiłem...
Wokulski z paczką banknotów zwrócił się do panny Izabeli:
- Czy pozwoli pani, ażebym na jej ręce złożył to dla ochrony pań?...
Panna Izabela przyjęła paczkę z uśmiechem i prześlicznym spojrzeniem.