- Pańskie prośbe tyle znaczy dla mnie co rozkaz, panie Wokulski.
- Chcę kupić dom Łęckiego...
- Znam go. On pójdzie za sześćdziesiąt parę tysięcy.
- Chcę, żeby poszedł za dziewięćdziesiąt tysięcy, i potrzebuję kogoś, kto by licytował do tej sumy.
Żyd szeroko otworzył oczy.
- Jak to?... Pan chce zapłacić drożej o trzydzieści tysięcy rubli?... spytał.
- Tak.
- Przepraszam, ale nie rozumiem. Bo żeby panu dom sprzedawali, a Łęcki chciał jego kupić, wtedy pan miałby interes podbijać cenę. Ale jak pan kupuje, to pan ma interes zniżyć wartość...
- Mam interes zapłacić drożej.
Starzec potrząsnął głową i odezwał się po chwili:
- Żebym ja pana nie znał, tobym myślał, że pan robi zły interes; ale że ja pana znam, więc ja sobie myślę, co pan robi... dziwny interes. Nie tylko pan zakopuje w mury gotówkę i traci na tym z dziesięć procentów rocznie, ale jeszcze chce pan zapłacić trzydzieści tysięcy rubli więcej..: Panie Wokulski - dodał biorąc go za rękę - nie zrób pan takie głupstwo. Ja pana proszę... Stary Szlangbaum pana prosi...
- Wierz mi pan, że dobrze na tym wyjdę...
Żyd nagle podniósł palec do czoła. Błysnęły mu oczy i zęby białe jak perły.
- Ha! Ha!... - zaśmiał się. - Nu, jaki ja już stary jestem, żem od razu tego nie pomiarkował. Pan panu Łęckiemu da trzydzieści tysięcy rubli... a on panu ułatwi interes może na sto tysięcy rubli... Git!... Ja panu dam licytanta, co on za piętnaście rubelków podbije cenę domu. Bardzo porządny pan, katolik, tylko jemu nie można dawać wadium do ręki... Ja panu dam jeszcze jakie dystyngowane dame, co także za dziesięć rubelków będzie podbijać... Ja mogę dać jeszcze z parę Żydki, po pięć rubelków... Zrobi się taka licytacja, co pan może zapłacić za ten dom choćby sto pięćdziesiąt tysięcy i nikt nie zmiarkuje, jaki jest interes...
Wokulskiemu było trochę przykro.