A po zapłakanej dziewczynie zaśpiewał smutny wygnaniec:
Poleć, motylku, poleć tam dalej,
Zaleć, motylku, w me rodzinne strony.
Zanieś westchnienie do ulubionej,
Zanieś mój uśmiech do ulubionej!
Piękna Osipowiczówna, jak, smukła topól w świetle księżyca pośrodku łodzi stojąca, zawiodła pierwsza:
Szumiała dąbrowa, wojacy jechali,
Mojego Jasieńka na wojnę wołali.
Siadaj, Jasiu, siadaj, konik osiodłany!
Przy kim mnie porzucisz, mój Jasiu kochany?
A po prześpiewaniu tej pieśni męski już tylko chór zagrzmiał, zahuczał inną skargą, innym a ciężkim, w tony zaklętym postrachem:
Jak to pięknie, jak to ładnie,
Kiedy żołnierz z konia spadnie,
Koledzy nie pożałują,
Jeszcze go końmi stratują!
Jeden woła: Ratuj, ratuj!
Drugi woła: Tratuj, tratuj!
Leci kula armatowa,
Leci kula, leci kula,
Nieszczęśliwa moja głowa!