- Pomysł twój, kuzynko, świadczy o doskonałej dobroci twego serca i zupełnej zarazem nieznajomości świata... W takich amfibiach, jak panna Justyna, kochać się bardzo można, ale żenić się z nimi - impossible..
- Amfibie!- zawoła Kirłowa - kobietę do żaby przyrównywać!...
- Naturalnie - przerwał Różyc - Sama pomyśl: urodzona i nie urodzona, wychowana i nie wychowana, biedna i nie biedna... słowem, nie wiedzieć kto...
Z błyszczącymi od gniewu oczami Kirłowa zapytała:
- Więc po cóż jeździsz do Korczyna?
- Bo mnie ta niespodziewana dla mnie samego sympatia ożywia trochę, podnieca, i doprawdy, zjawiła się ona bardzo w porę, kiedym już zwątpił o wszelkich urokach życia...
- Ale jakiż koniec? - uparcie zapytywała kobieta.
- Moja kuzynko - odpowiedział - za mało jestem filozofem, abym myślał o końcu każdej rzeczy...Advienne ce que pourra.... I chwila przyjemności do pogardzenia nie jest...
Kirłowa z wielką powagą i stanowczością rzekła:
- Nic z tego nie będzie, mój drogi. Justyna nie da się zbałamucić Przeszła już ona przez smutne doświadczenie, znam dobrze jej charakter i sposób myślenia...
Słuchał z zajęciem; czoło i brwi mu drgały.
- Znasz ją dobrze? jesteś pewną tego, co mówisz?
- NajpewniejszÄ….
Zamyślił się, ręką powiódł po czole, źrenice mu zaszły wyrazem dalekiego jakiegoś marzenia, Kirłowej zdawało się, że westchnął.
- Ale ty, kuzynie, naprawdę zajęty jesteś Justyną ! - zawołała.
- O ile jeszcze mogę być czymkolwiek albo kimkolwiek zajętym. Wyznam ci, że sam się dziwię.., Ale niepodobne do przewidzenia są kaprysy serca czy tam wyobraźni...
- Więc ożeń się z nią! - nie dbając jakby o wszystko, co przed chwilą mówił, zaczęła znowu.
Ale przerwało jej otworzenie się drzwi od sieni i głos Rózi, który zawołał:
- Mamo, Staś wrócił i ma okropną chrypkę...
Kirłowa, jak sprężyną podjęta, skoczyła i z pokoju wybiegła. Wraz z nią, naturalnie, podobna do myszki wysunęła się Bronia. Różyc sam jeden pozostawszy, z czołem na obie dłonie opuszczonym, słyszał z głębi domu tu dochodzące napomnienia przelęknionej maki odpowiedzi malca wypowiadane głosem tak od chrypnięcia cienkim, że podobnymi były do najpiskliwszych tonów jakiegoś zepsutego flecika, Trzask ognia, stuk siekiery, pluskanie wody, głosy kuchennych dziewek dochodziły tu przez wąską sień z drugiej połowy domu. Na dworze pogoda stawała się cichszą 1 jaśniejszą. Wiatr ustawał, chmury rozbiegały się szybko we wszystkie strony nieba; przez gęste, wysokie bzy przedarł się promień zachodzącego słońca i pozłocił kwitnące na oknie skromne fuksje i róże miesięczne. Czy ten wysoki i chudy człowiek w wytwornym ubraniu, z ufryzowanymi włosami nad białym czołem i wiszącymi u piersi binoklami w złotej oprawie wsłuchiwał się w odgłosy tego małego domu i odgadywał z nich to życie, które w nim płynęło wiecznie tym samym, pracowitym i skromnym potokiem? Czy nasuwało mu ono porównania, uwagi, myśli tak dotąd nie znane, jak nie znanym dlań był cały rozległy rząd podobnych istnień? Wydawał się głęboko zamyślonym w chwili, gdy Kirłowa do małej bawialni wracając w zakłopotaniu swym zapomniała nawet o zamknięciu za sobą drzwi sypialnego pokoju. Nie myślała już także wcale o przedmiocie przerwanej przed kilku minutami rozmowy.

NR: WQKJXGM WJKGPBM WQBGJPM WQYKYKM WQJVZXM