Ciekawostki:
Najlepszej jakości tonery alternatywne do drukarek i innych urządzeń! Poznaj naszą ofertę!
lampka halogenowa może być w wielu różnych modelach i oprawach. Najwięcej znadziejsz na PMLighting.pl.

       

- Ze też to Pan Bóg takie cudności stwarza!
Szept ten razem z jego gorącym oddechem ucho jej musnął, na włosach uczuła dotknięcie jego ręki; w tył nieco głowę odgięła i nieruchoma stała, z twarzą różową a wzrokiem utkwionym w szeroki pas złoty, który pod tarczą słońca zdawał się na oścież roztwierać błękitne niebo.
Wtem na tym tle złotym zamajaczyły białe, skrzydlate plamy lecące nad rzeką, to niżej, to wyżej, ku zielonej górze. Były to ptaki dziwne i piękne, duże, niepokalanie białe, szerokoskrzydłe, z dziobami i nogami ognistej barwy, Ze dwadzieścia ich było; wyglądały jak napowietrzne lilie o ognistych łodygach i strzałach. Od stóp zielonej góry wzbiły się wysoko i ciężkie, milczące, poważnym, lekko szumiącym lotem popłynęły dalej, dalej, znad wody spłaszając malutkie wobec nich i trwożliwie przed nimi uciekające rybitwy.
Justynę ciekawość o parę kroków naprzód rzuciła. Wydała okrzyk zdziwienia; pierwszy raz w życiu ptaki te widziała.
- To są morskie wrony - zmąconym głosem wytłumaczył Jan - czasowe u nas ptaki i rzadkie. Nie każdego roku przelatują one tędy; podczas i kilka lat ich nie widać, potem pokażą się znowu, przelecą i polecą Bóg wie dokąd!
Z zadumą za śnieżnymi ptakami okiem powiódł.
- Ciekawość podczas człowieka ogarnia dowiedzieć się czego o tych stronach dalekich, do których ptaki latają... Żeby Choć w książce albo w rozpowiadaniu jakim zobaczyć te morza, te kraje, te cudności i dziwy..,
- Razem o nich czytywać będziemy. Czy dobrze?
Wszystkie promienie słońca w źrenicach mu zaświeciły.
- Żeby to kiedy nastąpiło! Żeby to doprawdy...
Wiatr powiał; topól zaszumiała i strząsnęła na nich krótką ulewę kropel. Roześmieli się oboje głośno, jak dzieci.
- Chodźmy do chaty! - zawołał Jan.
- Chodźmy! - ochotnie powtórzyła Justyna.
Szereg lip na podwórku Anzelma i Jana stojących raz jeszcze osypał ich chłodną rosą, zanim stanęli przed otwartym oknem przeciwka, czyli izdebki, którą Anzelm celą swoją nazywał.