- Ponieważ, kuzynie, zwierzyłeś się przede mną ze wszystkim, uważałabym się za podłą, gdybym ci pobłażała i przytakiwała...
Urwała i zmieszała się trochę, bo uczuła nagle, że w mowę jej wplątywać się zaczęły wyrażenia grube i które dla siebie za niewłaściwe uważała. Tych wyrażeń i pewnych szorstkich dźwięków głosu nabrała w ciągłej styczności ze służbą, z parobkami, z robotnikami, a tak przy tym była żywą, że uniknąć ich nie mogła wtedy nawet, kiedy tego chciała najbardziej.
- Jak wprzódy w swoim domu, tak teraz w swojej mowie coś nieeleganckiego spostrzegłaś, prawda?- zapytał przybyły.
Zarumieniła się znowu trochę, ale wnet od siebie myśl odwracając, z zamyśleniem wymówiła:
- Dziwna rzecz! Jesteś jednak i dobry, i rozumny...To tak zupełnie wygląda, jakby w jednym człowieku było dwóch ludzi...
Różyc w rękę ją pocałował,
- Powiedziałaś jak filozof. Widzisz, to ta dwoistość jest kluczem do odgadywania wielu na świecie zagadek...
Splotła ręce na kolanach i kołysała głową w obie strony.
- Wiesz co, kuzynie? -- zaczęła - zdaje mi się, że byłbyś daleko szczęśliwszym, gdybyś się takim bogatym nie urodził.
- Albo - przerwał - gdybym się był urodził bardzo głupim.
- Jak to? - zapytała.
- Zgadnij! - zażartował i z ciekawością na nią patrzał.
Przez chwilę myślała.
- Cóż to tak trudnego do odgadnięcia! Gdybyś był głupcem, nie dbałbyś o nic i do końca hulałbyś sobie wesoło, a ponieważ, choć późno, do rozumu przyszedłeś, zrozumiałeś, coś zmarnotrawił i stracił!
Śmiał się.
- Nie masz pojęcia, kuzynko, jak lubię z tobą rozmawiać, Zupełnie rozumne rzeczy wypowiadasz w taki sposób...
Zamyślili się oboje. Kobieta znowu roztargnioną stawać się zaczęła. Dość długa już rozmowa o przedmiotach obcych codziennym jej zajęciom zmęczyła ją nieco. Przypomniała też sobie swoje dzisiejsze roboty i interesy, myślała: czy też chleb posadzono już do pieca i czy kupcy na wełnę nie zniecierpliwili się czasem i nie odjechali? Wstała z:kanapy, a zupełnie jednocześnie z nią podniosła się z ziemi siedząca dotąd u jej kolan mała Bronia.
- Każę zaraz podać herbatę...
Różyc z żywym poruszeniem upewnił, że herbaty nigdy prawie nie pija. Popatrzała na niego trochę przenikliwie, a trochę ze zmieszaniem. Po chwili jednak śmiało rzekła:
- Mówisz nieprawdę. Herbatę lubisz i pijasz jej wiele... wiem o tym od męża. Ale raz już spróbowałeś naszej i wiesz, że nie jest tak wyborną jak ta, do której przywykłeś...