- Jan-ku! Jan-ku! Bywaj! a by-waj!
Jakaś kobieta cienkim i ostrym głosem u samego brzegu lasu na skoczną nutę zaśpiewała:
Kiedy cię śpiewam, luby walczyku,
Myślę o moim miłym chłopczyku...
I urwała, a cisza wraz ze światłością słoneczną stanęły znowu, nie zmącone, od samego nieba do ziemi.