Pani Emilia dłoń przyłożyła do czoła; może w tej chwili uczuła ból głowy, ale grzeczna i słodka zawsze, gościowi odpowiedzieć pośpieszyła:
- Tak. Justysia jest krewną męża mego, córką jego ciotecznej siostry. Ojciec jej, pan Orzelski, przez nieszczęśliwe zdarzenia utracił swój majątek, a wkrótce potem owdowiał. Od tego czasu oboje u nas mieszkają. Justynka, kiedy przybyła do nas, miała lat czternaście, a w tym wieku już są przyzwyczajenia, skłonności, którymi pokierować trudno... Jest ona zresztą dobrą, bardzo dobrą, tylko oryginalną, ale to tak oryginalną, że nie wiem już, doprawdy, skąd jej się to wziąć mogło... Zawsze inaczej robi niż wszyscy.
Wykwintny mężczyzna, którego binokle połyskiwały w cieniu, wymówił:
- Piękna panna.
A po krótkiej chwili dodał:
- Jest w jej powierzchowności jakaś świeżość, siła, prostota...
- O! - zawołał Kirło - widzi pani, jak dobrze się przypatrzył... a raz tylko, i to śród drogi, cukierek ten widział...
Kobieta z obwiązaną twarzą wtrąciła:
- Justynka ma śliczną figurę... Ja jej zawsze figury jej zazdroszczę...
Błyszczące binokle szybko zwróciły się ku niej.
- Pani mówi? - cedząc nieco wyrazy zapytał gość.
Może pani Emilia uczuła niewłaściwość odezwania się swej towarzyszki, bo szybko wtrąciła:
- Tereniu, nie przedstawiłam ci jeszcze nowego sąsiada naszego... Gdy był u nas po raz pierwszy, leżałaś na migrenę czy flukcję... Pan Teofil Różyc, panna Teresa Plińska, towarzyszka moja, niegdyś nauczycielka mojej córki, gdy była ona malutką... Wszakże to drugi raz dopiero mam przyjemność widzieć pana w domu naszym?
- Tak, pani - z wytwornym ukłonem odpowiedział zapytany - i winszuję sobie, żem w tej pustej okolicy znalazł dom taki jak państwa. Zawdzięczam to panu Kirle, który mię pod tym względem oświecił...
- Pan Kirło jest w każdym wypadku najlepszym sąsiadem i przyjacielem naszym.
- Ja, pani, jestem zawsze najlepszym z ludzi i tylko... zapoznanym.
- W domu naszym przynajmniej znajdujesz pan najzupełniejsze uznanie...
Kirło ukłonił się z galanterią i wdzięcznością, ale dodał:
- Nie u wszystkich, niestety, mieszkańców tego domu...
- Ależ nie! u wszystkich! któż by?...