- Wiedział zaś ksiądz, dokąd ją powieźli?
- Dobrze nie wiedział, ale słyszał, że coś tam gadali o Ragnecie, który zamek niedaleko od litewskiej czyli też żmujdzkiej granicy leży.
- A cóż na to Maćko?
- Rycerz Maćko wysłuchawszy tego powiedział mi nazajutrz dzień: "Jeśli tak, to ją może i znajdziem, a mnie co ducha trzeba do Zbyszka, aby go przez Jurandównę na hak nie przywiedli, tak jak Juranda przywiedli. Niech rzekną mu, że ją oddadzą, byle sam po nią przyjechał, to i przyjedzie, a wówczas dopiero stary Zygfryd pomstę za Rotgiera na nim wywrze, jakiej oko ludzkie nie widziało."
- Prawda jest! prawda! - zawołała z niepokojem Jagienka. - Skoro dlatego tak się śpieszył, to i dobrze. Po chwili zaś zwracając się do Hlawy:
- W tym jeno pobłądził, że was tu odesłał. Po co nas tu w Spychowie strzec? Ustrzeże i stary Tolima, a tam Zbyszkowi byście się przydali, boście i mocni, i roztropni.
- A kto was, panienko; w. razie czego do Zgorzelic odwiezie?
- W razie czego przyjedziecie tu przed nimi. Mają przez kogo innego nowinę przysłać, to prześlą przez was i odwieziecie nas do Zgorzelic.
Czech pocałował ją w rękę i zapytał wzruszonym głosem:
- ZaÅ› przez ten czas tu ostaniecie?
- Bóg nad sierotą! Tu ostaniem.
- I nie będzie się wam cniło? Cóż tu będziecie czynić?
- Pana Jezusa prosić, by wrócił Zbyszkowi szczęście, a wszystkich was w zdrowiu uchował.
I to rzekłszy rozpłakała się serdecznie.
A giermek pochylił się znów do jej kolan.