- Na miłosierdzie boskie! niemowaście czy jak?
- Aa! a!
To wygłosiwszy podniósł dłoń; naprzód uczynił nią znak krzyża, potem jął wodzić lewą dłonią wzdłuż ust.
Jagienka nie zrozumiawszy spojrzała na Maćka, który rzekł:
- Chyba coś ci takiego pokazuje, jakby mu język urznęli.
- Urznęli wam język? - spytała dziewczyna.
- A! a! a! a! - powtórzył kilkakrotnie dziad kiwając przy tym głową.
Po czym wskazał palcami na oczy, następnie wysunął prawe ramię bez dłoni, a lewą wykonał ruch do cięcia podobny.
Teraz zrozumieli go oboje.
- Kto wam to uczynił? - spytała Jagienka.
Dziad zrobił znów kilkakrotnie znak krzyża w powietrzu.
- Krzyżacy! - zakrzyknął Maćko.
Starzec opuścił na znak potwierdzenia głowę na piersi. Nastała chwila milczenia, tylko Maćko i Jagienka spoglądali na się z niepokojem, mieli bowiem przed sobą jawny dowód tego braku miłosierdzia i braku miary w karaniu, jakimi odznaczali się rycerze zakonni.
- Srogie rządy! - rzekł wreszcie Maćko - i ciężko go pokarali, a Bóg wie, czy słusznie. Nie dopytamy się o to. Żeby choć wiedzieć, gdzie go odwieźć, bo to musi być człek z tych okolic. Po naszemu rozumie, gdyż tu prosty naród taki jest jako i na Mazowszu.
- Rozumiecie przecie, co mówimy? - spytała Jagienka.

NR: WJJKVVM WJVYGYM WJZPKXM WQBJXVM WQKXJPM