I skinąwszy na Lichtensteina poznajomiła z nim Maćka pomyślawszy, że choćby go Lichtenstein poznał, to i tak nie stałoby się nic wielkiego.
Lecz Lichtenstein nie poznał go, albowiem istotnie na drodze tynieckiej widział go w hełmie, a potem raz tylko jeden z nim rozmawiał, i to wieczorem, gdy Maćko przychodził do niego prosić go o odpuszczenie Zbyszkowej winy.
Skłonił się jednak dość dumnie, dopiero ujrzawszy za rycerzem dwóch cudnych, bogato ubranych pachołków pomyślał, że nie byle kto takich mieć może, i twarz rozjaśniła mu się nieco, jakkolwiek nie przestał wydymać dumnie ust, co czynił zawsze, jeśli nie z panującym miał do czynienia.
A księżna rzekła ukazując Maćka:
- Jedzie ten rycerz do Malborga i ja sama polecam go łasce wielkiego mistrza, ale on posłyszawszy o zachowaniu, jakie w Zakonie macie, pragnąłby i od was mieć pismo.
To rzekłszy odeszła do biskupa, Lichtenstein zaś utkwił w Maćku swe zimne, stalowe oczy i zapytał:
- Jakiż powód skłania was, panie, do odwiedzenia naszej pobożnej i skromnej stolicy?
- Uczciwy powód i pobożny powód - odrzekł wznosząc źrenice Maćko. - Gdybyć było inaczej, nie uręczałaby za mną miłościwa księżna. Ale prócz ślubów pobożnych, chciałbym też i mistrza waszego poznać, któren pokój na ziemi czyni, a jest najsławniejszym na świecie rycerzem.
- Za kogo księżna miłościwa, pani nasza i dobrodziejka, uręcza, ten nie będzie narzekał na naszą ubogą gościnność; wszelako co do mistrza, trudno będziecie go mogli obaczyć, bo przed miesiącem już do Gdańska wyjechał, a stamtąd miał do Królewca i dalej ku granicy ruszyć, gdyż choć miłośnik pokoju, musi przecie od zdradzieckich Witoldowych zapędów dziedziny zakonnej bronić.
Usłyszawszy to Maćko zafrasował się tak widocznie, że Lichtenstein, przed którego oczyma nic nie mogło się ukryć, rzekł:
- Widzę, że równą mieliście chęć poznać wielkiego mistrza jak dopełnić ślubów zakonnych.
- Miałem ci ją, miałem! - odrzekł prędko Maćko. Więc to już wojna z Witoldem o Żmujdź pewna?
- Sam ją rozpoczął podając wbrew przysięgom pomoc buntownikom.
Nastała chwila milczenia.
- Ha! niech ta Bóg szczęści Zakonowi, jak na to zasługuje! - rzekł wreszcie Maćko. - Nie mogę mistrza poznać, to choć ślubów dopełnię.