- Ej, dziewczyno, kiedy by tak wszystko było, jako ja chcę, to ty byś dawno już była gospodynią w Bogdańcu!
Na to Jagienka popatrzyła na niego czas jakiś swymi modrymi oczyma, po czym zbliżywszy się pocałowała go w rękęˇ
- Czegóż mnie boćkasz? - zapytał stary.
- Nic!... Mówię jeno dobranoc, bo późno, a jutro trzeba nam do dnia ruszyć.
I zabrawszy Sieciechównę odeszła, a Maćko zaprowadził Czecha do alkierza, gdzie ległszy na żubrzych skórach zasnęli obaj snem mocnym i krzepiącym.