- Jagienka kazała wam powiedzieć - rzekł całując go w rękę chłopak - że się rozmyśliła i woli zostać doma.
- Bójcieże się Boga! a to co? jak? Cóż jej tam do głowy strzeliło?
A chłopak podniósł na niego,modre oczęta i począł się śmiać.
- Czegoż się rzechoczesz?
Lecz w tej chwili Czech i drugi pachołek wybuchnęli także wesołym śmiechem.
- Widzicie! - zawołał mniemany chłopak - któż mnie pozna, skoroście wy nie poznali?
Dopieroż Maćko przypatrzył się wdzięcznej figurce uważniej i zawołał:
- W imiÄ™ Ojca i Syna! Czyste zapusty! A ty tu skrzacie, czego?
- Ba! czego?... Komu w drogÄ™, temu czas!
- Miałaś przecie jutro świtaniem przyjechać?
- Jużci! Jutro świtaniem, żeby wszyscy widzieli! Jutro pomyślą w Zgorzelicach, żem u was w gościnie, i nie opatrzą się aż pojutrze. Sieciechowa i Jaśko wiedzą, ale Jaśko obiecał na rycerską cześć; że powie dopiero wtedy, gdy poczną się niepokoić. Ale nie poznaliście mnie - co?
Więc z kolei począł się Maćko śmiać..
- A niechże ci się ta jeszcze przyjrzę... Hej! okrutnie śwarny z ciebie pacholik!... i osobliwy, bo z takiego można się i przychowku doczekać... Sprawiedliwie mówię! Żebym to nie był stary - no! Ale i tak ci powiadam: waruj się, dziewko, włazić mi w oczy! waruj się!...
I począł jej przygrażać palcem, śmiejąc się, ale patrzył na nią z wielkim upodobaniem, albowiem takiego pachołka nigdy w życiu nie widział. Na głowie miała pątliczek jedwabny czerwony, na sobie zielony sukienny kubrak, a zaś spodeńki buchaste przy biodrach, a dalej obcisłe, w których jedna nogawiczka była barwy pątlika, druga w podłużne pasy. I z bogatym kordzikiem przy boku, z uśmiechniętą i jasną jak zorza twarzą wyglądała tak ślicznie, że oczu nie można było od niej oderwać.
- Boga mi! - mówił rozweselony Maćko. - Alibo cudne jakoweś paniątko, alibo kwiatuszek czy co?