- Co przykazał?
- Przykazał jechać do Bogdańca.
- Do Bogdańca?... I co jeszcze?
- Wysłał po radę... i z pokłonem, z pozdrowieniem.
- Do Bogdańca, i tyla? No - dobrze. A sam gdzie?
- Między Krzyżaki pojechał do Malborga
Na twarzy Jagienki odbił się znów niepokój.
- Zali mu życie niemiłe? Czegóż?
- Szukać, miłościwa panienko, tego, czego nie odnajdzie.
- Wiera, nie odnajdzie! - wtrącił Maćko. - Jako ćwieka nie utwierdzisz bez młota, tako i woli ludzkiej bez boskiej.
- Cóże prawicie? - zapytała Jagienka.
Lecz Maćko na pytanie odpowiedział takim pytaniem:
- Gadałże ci co Zbyszko o Jurandównie, bo jako słyszałem, to gadał?.
Jagienka zrazu nie odpowiedziała nic i dopiero po chwili, przytłumiwszy westchnienie, odrzekła:
- Ej! gadał! A co mu wadziło gadać!