Lecz Czech miał twarz także jakby zakłopotaną; marudził, z nogi na nogę przestępował i nie odchodził, póki młody rycerz nie ozwał się:
- Masz-li co jeszcze powiedzieć, to mów.
- Chciałbym, wasza miłość... - odrzekł Czech chciałbym ot! jeszcze zapytać, jako tam mam ludziom rozpowiadać?
- Jakim ludziom?
- Niby nie w Bogdańcu, ale w okolicy... Bo się też z pewnością będą chcieli dowiedzieć.
Na to Zbyszko, który postanowił już nic nie ukrywać, spojrzał na niego bystro i rzekł:
- Tobie nie o ludzi chodzi, jeno o JagienkÄ™ ze Zgorzelic.
A Czech spłonął, potem przybladł nieco i odpowiedział:
- O niÄ…, panie.
- A skąd wiesz, czy się tam nie wydała za Cztana z Rogowa albo za Wilka z Brzozowej?
- Panienka nie wydała się za nikogo - odrzekł stanowczo giermek.
- Mógł jej opat rozkazać.
- Opat panienki słucha, nie ona jego.
- To czegóż chcesz? Powiadaj prawdę tak jej, jak wszystkim.
Czech skłonił się i odszedł nieco zły.