- TyÅ› tu? po naszej stronie?
- Wielu może geldryjskich rycerzy znajduje się po tamtej stronie - odrzekł de Lorche - ale jam panu memu, księciu Januszowi, służby z Długolasu powinien.
- Toś ty dziedzicem po starym Mikołaju na Długolesie?
- Tak. Bo po śmierci Mikołaja i syna jego, któren pod Bobrownikami zabit, Długolas przypadł na cudną Jagienkę, a od lat pięciu moją niewiastę i panią.
- Dla Boga! - zawołał Zbyszko - powiadaj, jako ci to przyszło?
Lecz de Lorche powitawszy starego Maćka rzekł:
- Dawny wasz giermek, Głowacz, powiedział mi, że was tu znajdę, a teraz czeka u mnie w namiocie i nad wieczerzą czuwa. Dalekoć to wprawdzie, bo na drugim końcu obozu, ale końmi prędko się przejedzie - więc jedźcie ze mną.
Po czym zwróciwszy się do Powały, którego poznał w dawniejszych czasach w Płocku, dodał:
- I wy, szlachetny panie. Będzie to dla mnie szczęście i honor.
- Dobrze - odparł Powała. - Miło ze znajomymi ugwarzyć, a po drodze jeszcze się obozowi przypatrzym.
Więc wyszli, by siąść na koń i jechać. Przedtem jednak sługa de Lorchego ponarzucał im na ramiona opończe, które widocznie przywiózł umyślnie. Ów zbliżywszy się do Zbyszka pocałował go w rękę i rzekł:
- Pokłon i cześć wam, panie. Jam dawny sługa wasz, ale w ciemności nie możecie mnie rozeznać. Czy pamiętacie Sanderusa?
- Prze Bóg! - zawołał Zbyszko.
I na chwilę odżyły w nim wspomnienia przeżytych smutków, bólów i dawnej niedoli, tak samo jak parę tygodni temu, gdy po połączeniu się wojsk królewskich z chorągwiami książąt mazowieckich spotkał po długim niewidzeniu dawnego swego giermka Hlawę.
Więc rzekł: