Rozdział czterdziesty siódmy
Jednakże w piątym roku, gdy ład był wprowadzon we wszystkich wsiach nadzwyczajny, gdy nad skończoną czatownią powiewała już od kilku miesięcy chorągiew z Tępą Podkową, a Jagienka powiła szczęśliwie czwartego syna, którego nazwano Jurandem - tak rzekł raz stary Maćko do Zbyszka:
- Wszystko się darzy i gdyby Pan Jezus jeszcze jedno zdarzył szczęśliwie - to bym już umarł spokojny.
A Zbyszko popatrzał nań pytającym wzrokiem i po chwili zapytał:
- Chyba o wojnie z Krzyżaki mówicie, bo czegóż by wam więcej trzeba?
- To ci rzekę, com drzewiej mówił - odpowiedział Maćko - że póki mistrz Konrad żywie, wojny nie będzie.
- Albo to mu wiecznie żyć?
- Ale i mnie niewiecznie i dlatego o czym innym myślę.
- A zaÅ› o czym?
- Ii! lepiej nie zapowiadać Tymczasem się do Spychowa wybieram, a może zdarzy się i książąt na Płocku i na Czersku odwiedzić.
Zbyszka nie zdziwiła zbytnio ta zapowiedź, albowiem w ciągu ostatnich lat kilkakrotnie stary Maćko wyjeżdżał do Spychowa, więc tylko zapytał:
- Długo zabawicie?
- Dłużej niż zwykle, bo się w Płocku zatrzymam.