Lecz jej niespodzianie oczy wezbrały łzami, śliczne usta poczęły drgać, a głos stał się tak cichy, że Zbyszko ledwie mógł dosłyszeć, gdy rzekła:
- Tatuś i opat chcieli... a ja - to... ty wiesz!...
Na te słowa radość buchnęła mu w sercu jak nagły płomień - więc porwał dziewczynę na ręce, podniósł ją w górę jak piórko i począł krzyczeć w zapamiętaniu:
- Jaguś! Jaguś! złoto ty moje! słonko ty moje - hej! hej!...
I krzyczał tak, że stary Maćko myśląc, że stało się coś niezwykłego, wpadł do izby. Dopieroż ujrzawszy Jagienkę na ręku Zbyszka zdumiał się, że wszystko poszło tak niespodziewanie prędko, i zawołał:
- W imię Ojca i Syna! Miarkuj się, chłopie!
A Zbyszko przypadł do niego, postawił Jagienkę na ziemi i oboje chcieli przyklęknąć, lecz nim zdołali to uczynić, chwycił ich stary w kościste ramiona i przycisnął ze wszystkich sił do piersi.
- Pochwalony! - rzekł. - Wiedziałem ci ja, że tak się skończy, ale mi przecie radość! Boże wam błogosław! Lżej będzie umierać... Dziewucha jako złoto najszczersze... Ku Bogu i ku ludziom! Prawdziwie! A niech ta już będzie, co chce, kiedym się takiej pociechy doczekał... Bóg doświadczył, ale i Bóg pocieszył. Trzeba jechać do Zgorzelic, Jaśkowi oznajmić. Hej, żeby stary Zych żył!... i opat... Ale ja wam za obu strzymam, bo żeby tak prawdę rzec, to was tak oboje miłuję, że i wstyd gadać.
I chociaż miał w piersi serce hartowne, wzruszył się tak, że aż ścisnęło go coś w gardle, więc ucałował jeszcze Zbyszka, a potem w oba policzki Jagienkę i wykrztusiwszy na wpół przez łzy: "Miód, nie dziewczyna!" - poszedł do stajen, aby kazać konie kulbaczyć.
Wyszedłszy zatoczył się z radości na dziewanny, które rosły przed domem, i począł spoglądać na ich ciemne kręgi otoczone żółtymi liśćmi, zupełnie jak człowiek pijany.
- Ano! Kupa was - rzekł - ale da Bóg, Gradów Bogdanieckich będzie więcej.
Po czym idąc ku stajni jął znów mruczeć i wyliczać: - Bogdaniec, opatowe majątki, Spychów, Moczydoły... Bóg zawsze wie, do czego prowadzi, a przyjdzie czas na starego Wilka, to by i Brzozową warto kupić... Łęki godne!...
Tymczasem Jagienka i Zbyszko wyszli także przed dom, radośni, szczęśliwi, jaśniejący jak słońce.
- Stryjku! - ozwał się z dala Zbyszko.
A on zwrócił się ku nim, otworzył ręce i począł wołać jak w lesie:

NR: WQQZYYM WQJVQXM WQJGXBM WQXJKYM WQKQBZM