- Jużci!.
Lecz tu stary i doświadczony Maćko postanowił im przyjść z pomocą.
- Po domach - rzekł - gdy po postrzyżynach rycerskiemu pacholęciu włosy odrosną, trefi mu je siostra, a w źrałym wieku żona mężowi; ale obyczaj też jest, że gdy rycerz siostry albo żony nie ma, to mu dziewki szlacheckie służą, nawet i całkiem obce.
- Zali istotnie jest taki obyczaj? - pytała spuszczając oczy Jagienka.
- Nie tylko po dworach, lecz i po zamkach, ba! nawet na królewskim dworze - odrzekł Maćko.
Po czym zwrócił się do niewiast:
- Kiedyście do niczego, ruszajcie do czeladnej!
- To niech mi też grzanej wody przyniosą - dodała dziewczyna.
Maćko wyszedł razem z niewiastami, niby dla pilnowania, aby w posłudze nie było marudztwa - i po chwili wysłał grzaną wodę, którą gdy zostawiono w izbie, młodzi zostali sami. Jagienka zamoczywszy naprzód nałęczkę poczęła nią zwilżać silnie włosy Zbyszkowe, gdy zaś przestały się wichrzyć i opadły ciężarem wilgoci, wzięła grzebień i siadła na ławie obok młodzianka, aby zabrać się do dalszej roboty.
I tak siedzieli tuż koło siebie, oboje nad miarę śliczni i nad miarę w sobie rozkochani, ale stropieni i milczący. Jagienka poczęła wreszcie układać jego złote włosy, a on czuł bliskość jej wzniesionych ramion, jej dłoni i drżał od stóp do głowy, hamując się ca1ą siłą woli, aby nie porwać jej wpół i nie przycisnąć ze wszystkich sił do piersi.
W ciszy słychać było przyspieszone ich oddechy.
- Możeś ty chory? - spytała po chwili dziewczyna. - Co ci jest?
- Nic! - odpowiedział młody rycerz.
- Bo jakoś tak dychasz.
- I ty dychasz...

NR: WQVQZQM WQVPYKM WQVXVPM WQYBYKM WQYVKYM