- Głupiś!
I wyszedł z izby.
Ale na oborze począł zacierać ręce i klepać się z wielkiej radości po udach.
"Ha! - mówił sobie - wtedy, kiedy ci tanio mogła przyjść, toś i patrzyć na nią nie chciał,.najedzże się teraz strachu, kiedyś głupi. Ja będę kasztel stawiał, a ty się przez ten czas oblizuj. Nic ci nie rzekę i bielma z oczu nie zdejmę, choćbyś rżał głośniej od wszystkich koni w Bogdańcu. Gdzie wióry na zarzewiu leżą, tam i tak prędzej czy później płomię buchnie, ale ja ci nie będę na zarzewie dmuchał, bo tak myślę, że i nie trzeba."
I nie tylko nie dmuchał, ale się nawet Zbyszkowi sprzeciwiał i drażnił go jako stary przechera, który rad igra z niedoświadczonym młodzieńcem. Więc razu pewnego, gdy Zbyszko znów mu powtórzył, że chyba na jaką daleką wyprawę pójdzie, aby się nieznośnego żywota pozbyć, rzekł mu:
- Pókiś goło miał pod nosem, tom tobą rządził, ale teraz - twoja wola. Chcesz-li koniecznie swojemu jeno rozumowi dufać i iść - to idź.
A Zbyszko aż zerwał się ze zdziwienia i siadł na łożu.
- Jak to? To już się nawet i temu nie przeciwicie?
- Co mam się przeciwiać? Żal mi tylko okrutnie rodu który by razem z tobą zaginął, ale i na to może znajdzie się rada.
- Jaka rada? - pytał niespokojnie Zbyszko.
- Jaka? No! nie ma co gadać, że roki mi godne są - ale też i mocy w kościach nie brak. Jużci, Jagience patrzyłby się młodszy jakowyś chłop - ale żem to jej nieboszczykowi ojcu był przyjacielem - to kto wie...
- Byliście jej ojcu przyjacielem - odrzekł Zbyszko - ale dla mnie nigdyście nie mieli życzliwości - nigdy, nigdy!...
I przerwał, bo się mu poczęła broda trząść, a Maćko rzekł:
- Ba! skoro koniecznie chcesz ginąć - to cóż mam robić?
- Dobrze! róbcie, co chcecie - ja jeszcze dziś w świat pojadę!

NR: WJZZXXM WJJQJJM WJQKZGM WQBBVVM WQBKPKM