- Wyście chytrzejsi - rzekła do Maćka - i rozum a doświadczenie macie lepsze; wy mówcie, ja nie mogę.
- Więc Maćko rad nierad zabrał się do rzeczy - i pewnego ranka, gdy Zbyszko zdawał się być nieco rzeźwiejszy niż zwykle, taką rozpoczął z nim rozmowę:
- Powiadał mi Hlawa, żeś godną wiązkę czubów pawich w Spychowie w podziemiu położył.
A ów nie odejmując oczu od pułapu, na który leżąc na wznak patrzał - skinął tylko głową na znak potwierdzenia.
- No! Pan Jezus ci poszczęścił, bo przecie i na wojnie łatwiej o ciurów niż o rycerzy... knechtów możesz nabić, ilu chcesz - ale za rycerzem trzeba się nieraz dobrze oglądać... Tak-że ci to sami leźli pod miecz?
- Pozywałem różnych kilkakroć na udeptaną ziemię, a raz otoczyli mnie w bitwie - odrzekł leniwie młodzian.
- I zdobycznego dobra dość przywiozłeś...
- W części kniaź Witold obdarzył.
- Zawsze taki hojny?
Zbyszko skinął znów głową, widocznie nie mając ochoty do dalszej rozmowy.
Ale Maćko nie dał za wygraną i postanowił przystąpić do rzeczy.
- Powiedz mi tak szczerze - rzekł. - Jakeś już tam owymi czubami truchełkę nakrył - musiało ci okrutnie ulżyć?... Człek zawsze rad, gdy ślub spełni... Radeś był? co?
Zbyszko oderwał swe smutne oczy od pułapu, zwrócił je na Maćka - i odpowiedział jakby z pewnym zdziwieniem:
- Nie.
- Nie? Bójże się Boga! Bo ja myślałem, że jak tam te dusze w niebie ucieszysz, to już będzie i koniec.

NR: WJQXYGM WJJXXQM WJZZBXM WQPGBGM WQPBXPM