I zafrasował się, bo jednakże nie wiedział, co czynić. Ale Jagienka, która milczała dotychczas, wystąpiła z nową radą:
- Żeby tak znaleźć poczciwego człeka, co by tu rządził alibo dzierżawą Spychów wziął, to by była wyborna rzecz. Najsłuszniej by wydzierżawić, bo nijakich nie mielibyście kłopotów, jeno gotowy grosz. Może by Tolima?... Stary on jest i więcej się na wojnie niż na gospodarstwie rozumie, ale jeśli nie on, to może ojciec Kaleb?...
- Miła panno! - odpowiedział na to ksiądz Kaleb obu nam z Tolimą ziemia się patrzy, ale ta, która nas pokryje, nie ta, po której chodzim.
I to rzekłszy zwrócił się do Tolimy:
- Prawda, stary?
Więc Tolima ogarnął dłonią spiczaste ucho i zapytał:
- O co chodzi? - A gdy mu powtórzono głośniej, rzekł:
- Święta to prawda. Nie do gospodarstwa ja! Topór głębiej orze od pługa... Pana i dziecko to bym rad jeszcze pomścił...
I wyciągnął chude, lecz żylaste dłonie z zakrzywionymi na kształt szponów drapieżnego ptaka palcami, po czym zwracając swą siwą, podobną.do wilczej głowę w stronę Maćka i Zbyszka dodał:
- Na Niemców, wasze moście, mnie weźcie - to moja służba!
I miał słuszność. Przysporzył on niemało bogactwa Jurandowi, ale tylko drogą wojny i łupu - nie gospodarstwem.
Więc Jagienka, która przez czas tej rozmowy namyślała się, co ma powiedzieć, rzekła znów:
- Tu by się patrzył człek młody, a nie bojący, bo zaś ściana krzyżacka obok; taki, powiadam, co by się przed Niemcami nie tylko nie chował, ale jeszcze ich szukał, więc tak myślę, że nie przymierzając Hlawa - w sam raz by się do tego nadawał...
- Obaczcie, jak to uradza! - rzekł Maćko, któremu; pomimo całej miłości do Jagienki, nie chciało się w głowie pomieścić, by w takiej sprawie zabierała głos niewiasta, a do tego dziewka przetowłosa.
Ale Czech podniósł się z ławy, na której siedział, i rzekł: