- Nie je nic, nie pije, jeno się cięgiem śmieje - rzekła Jagienka.
- Pójdźmy do niego. Zbyszko też tam musi być.
Ale Zbyszko krótko zabawił przy Jurandzie, który nikogo nie poznawał - i poszedł następnie do Danusinej trumny, do podziemia. Tam zabawił dopóty, dopóki stary Tolima nie przyszedł szukać go na posiłek. Wychodząc zauważył przy blasku pochodni, że na trumnie pełno było wianuszków z chabru i z nagietków, a naokół wymieciona czysto polepa przytrząśnięta była tatarakiem, kaczeńcem i kwiatem lipowym, który roznosił woń miodową. Więc wezbrało w młodzianku na ten widok serce i zapytał:
- Któż to tak zdobi tę truchełkę?
- Panna ze Zgorzelic - odpowiedział Tolima. Młody rycerz nie rzekł na to nic, ale w chwilę później, ujrzawszy,Jagienkę, pochylił się nagle do jej kolan i objąwszy je zawołał:
- Bógże ci zapłać za twoją poczciwość i za one kwiecie dla Danuśki.
I to rzekłszy rozpłakał się rzewnie, a ona objęła mu rękoma głowę jak siostra, która pragnie kwilącego brata utulić, i rzekła:
- Oj, mój Zbyszku, rada by ja cię bardziej pocieszyć! Po czym łzy obfite puściły się i jej z oczu.