Do Spychowa nie było nawet i mili, więc po niejakim czasie, gdy im smutek i boleść łzami spłynęły, podnieśli nosze i ruszyli ku borom, od których zaczynały się już Jurandowe ziemie.
Pachołcy wiedli za orszakiem konie. Sam Zbyszko niósł w głowach nosze, a niewiasty, obarczone zbywającymi pękami ziół i kwiatów, śpiewały na przodzie pieśni pobożne - i tak z wolna szli i szli między zieloną łąką a równym, szarym ugorem, jakby jaka procesja żałosna.
Na modrym niebie nie było żadnej chmurki i świat cały wygrzewał się w złotym blasku słonecznym.


NR: WJVKZPM WJKKYPM WJVJVBM WJZVYJM WJZPGZM