- Nikogo. Spłoszyłem jeno wilka, który go obwąchiwał.
Wzmianka o wilku uspokoiła Hlawę, dowodziła bowiem, że w pobliżu nie było ludzi ni żadnej zasadzki.
Tymczasem Jagienka rzekła:
- Obacz, co to jest.
Hlawa skoczył przed siebie, a po chwili powrócił jeszcze szybciej.
- Zygfryd wisi! - zawołał osadzając przed Jagienką konia.
- W imię Ojca i Syna; i Ducha! Zygfryd? Krzyżak?
- Krzyżak! Na uździenicy się powiesił!
- Sam?
- Sam, widać, bo siodło leży wedle niego. Gdyby to zbóje uczynili, byliby go po prostu zabili - i siodło byliby zabrali, bo zacne.
- Jakoże przejedziem?
- Nie jedźmy tam, nie jedźmy! - poczęła wołać bojaźliwa Anula Sieciechówna. - Jeszcze się co do nas przyczepi!
Jagienka przelękła się nieco także, gdyż wierzyła, że koło trupa samobójcy zbierają się całymi gromadami duchy paskudne, ale Hlawa, który był zuchwały i niczego się nie bojący, rzekł:
- O wa! Byłem blisko niego, a nawet trąciłem go oszczepem - i jakoś nie czuję diabła na karku.
- Nie bluźnij! - zawołała Jagienka.